Przejdź do głównej zawartości

Andreas Brehme: w czasie mistrzostw świata we Włoszech byliśmy jednością i mieliśmy "Cesarza"

Andreas Brehme, to były piłkarz reprezentacji Niemiec (i Republiki Federalnej Niemiec) w latach 1984-94, mistrz świata z 1990 roku, autor zwycięskiego gola w meczu finałowym mundialu z Argentyną we Włoszech. 

Andreas Brehme zdobył dla RFN pamiętnego gola w finale mundialu we Włoszech w 1990 roku. 
Dziś jest biznesmenem, w wolnym czasie lubi też pograć w… piłkarzyki. Fot. Akani Group/Niemcy

 

Kiedy miał pan 14 lat, Mistrzostwa Świata odbywały się w Republice Federalnej Niemiec. Turniej zakończył się wielkim triumfem waszej reprezentacji. W Polsce, zwłaszcza starsi kibice, pamiętają słynny mecz w półfinale, na zalanym wodą boisku w półfinale, kiedy RFN wygrała z Polską 1:0 we Frankfurcie. Oglądał pan ten mecz, pamięta pan polską drużynę? Mieliście świetną drużynę, czy to sprawiło, że pan i wielu innych młodych ludzi bardziej interesowało się wtedy piłką nożną?
- Całe Niemcy oglądały wtedy tę rywalizację o Puchar Świata. Miałem 14 lat, byłem już wtedy zapalonym piłkarzem i pamiętam każdy pojedynek. Naszymi wielkimi idolami byli Gerd Müller, Wolfgang Overath i Franz Beckenbauer. Kto by pomyślał, że później będę mógł grać w niemieckiej kadrze narodowej jako podopieczny Franza…
W 1986, a następnie 1990 roku w finale mistrzostw świata reprezentacja ówczesnej Republiki Federalnej Niemiec dwukrotnie walczyła w finale z Argentyną. Bilans jest zrównoważony, ponieważ Diego Maradona i spółka byli od was lepsi w Meksyku (wygrali 3:2), a Niemcy były lepsze we Włoszech, gdzie zwyciężyły 1:0. Jak pan wspomina te pojedynki?
- W 1986 roku Diego był nie do zatrzymania, poprowadził swoich kolegów do głównego trofeum, ostatecznie Argentyna zasłużenie została mistrzem świata, mimo że w finale byliśmy blisko, aby zwyciężyć. W 1990 roku było odwrotnie i wtedy byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem.
Kiedy Mistrzostwa Świata odbywały się we Włoszech miałem 10 lat i bardzo dobrze pamiętam ten turniej. Mówi się, że te mistrzostwa były nudne, ale to chyba nie do końca prawda. Wasza droga do Pucharu Rimeta też nie była łatwa. Jak pan wspomina ten turniej we Włoszech.

- Finały mistrzostw we Włoszech były najlepszym czasem w mojej piłkarskiej karierze, a zdobycie Pucharu Świata było absolutnym punktem kulminacyjnym. Pod względem atmosfery i miejsca był to świetny turniej, w półfinale walczyli oprócz nas, gospodarze, Włosi, Argentyna oraz Anglia i wtedy ta czwórka była absolutnie najlepsza spośród wszystkich zespołów. Rywalizacja o tytuł była bardzo zacięta.
W wielkim finale mistrzostw świata, w 85 minucie, przy stanie 0:0 sędzia dyktuje dla RFN rzut karny. To pan wykonywał tę “jedenastkę”. Co czuje się w takim momencie? A może nie myśli wiele, tylko po prostu kładzie piłkę na popularnym wapnie. Często rozgrywa pan ten mecz, tę konkretną sytuację w pamięci?
- To był zdecydowanie najważniejszy moment w mojej karierze, choć przecież nie trwał długo. Wiele razy już opowiadałem o tym rzucie karnym. Cel był prosty - w takiej sytuacji musisz skupić się na tym, aby pokonać bramkarza, stłumić gdzieś w głowie wszystko to, co dookoła, co cię rozprasza. Musisz zrobić swoje.
Co było wtedy największą siłą niemieckiego zespołu?
- Prawie wszystko w naszej grze funkcjonowało wtedy idealnie, byliśmy prawdziwą drużyną, walczyliśmy jeden za wszystkich i wszyscy za jednego. Na każdą pozycję mieliśmy dwóch mocnych zawodników, zmiennicy także prezentowali najwyższy, światowy poziom. I w końcu mieliśmy kapitalnego trenera i lidera, Franza Beckenbauera, którego wszyscy szanowali. Był dla nas prawdziwym autorytetem (w piłkarskim środowisku do dziś nazywany jest “Cesarzem” - przyp. autora).
Panie Brehme, co się stało z Pana drużyną na Mistrzostwach Świata 1994 w USA? Skąd wziął się kryzys formy i zły wynik? Jako obrońcy tytułu dotarliście tylko - i to nie bez kłopotów - do ćwierćfinału imprezy, a tam przegraliście z Bułgarią.
- “Na papierze”, personalnie ten zespół był jeszcze silniejszy niż cztery lata wcześniej, ale niestety, w drużynie były już podziały, różne grupy, już nie stanowiliśmy tej jedności jak w 1990 roku i te mistrzostwa zakończyły się porażką. To tylko pokazuje, jak ważny jest duch w zespole, atmosfera, jak duży wpływ ma na wyniki.
O ile dobrze pamiętam, jako trener FC Kaiserslautern prowadził pan polskiego obrońcę Tomasza Kłosa. W ogóle, jakich polskich piłkarzy spotykał pan w swojej karierze zawodniczej, a później jako trener?
- Poznałem wielu wspaniałych polskich piłkarzy, Polska jest i pozostanie narodem zakochanym w piłce nożnej. Szkoda tylko, że obecnie Robert Lewandowski nie ma niemieckiego paszportu (śmiech). Dla mnie jest on jednym z największych zawodników we współczesnym futbolu.
Czym obecnie pan się zajmuje? Jakie są pana związki z piłką nożną?
- Nie ukrywam, że nadal jestem bardzo przywiązany do piłki nożnej. Dziś jestem przedsiębiorcą, ale jako zapalony kibic oglądam prawie każdy mecz w telewizji, a także jestem bardzo związany z biznesem piłkarskim jako ekspert i agent futbolowy.

Andreas Brehme (rocznik 1960) pochodzi z Hamburga. Jest wychowankiem klubu HSV Barmbek-Uhlenhorst. Najczęściej występował jako obrońca lub pomocnik. Jako piłkarz grał także w FC Saarbrucken, FC Kaiserslautern, Bayernie Monachium, włoskim Interze Mediolan, hiszpańskim Realu Saragossa. Pracował też jako trener w FC Kaiserslautern, VFB Stuttgart i SpVgg Unterhaching. W reprezentacji Republiki Federalnej Niemiec a potem Niemiec grał w latach 1984, wystąpił w 89 meczach i zdobył 8 bramek. Wywalczył z drużyną narodową wicemistrzostwo świata w Meksyku oraz mistrzostwo we Włoszech. Tam RFN pokonała 1:0 Argentynę, a Brehme zdobył zwycięskiego gola z rzutu karnego. Na koncie ma też tytuł wicemistrza Europy w 1992 roku w Szwecji.  

ROZMAWIAŁ PIOTR STAŃCZAK 


Andreas Brehme zdobywa bramkę z rzutu karnego w finale mundialu we Włoszech z Argentyną.


Więcej podobnych wywiadów można przeczytać w mojej książce - ebooku "Na biało-czerwonym szlaku", link do niej znajdziecie na stronie głównej bloga. Czy pojawi się ona w wersji drukowanej w księgarniach? Możesz dołożyć do tego swoją cegiełkę. Jak wesprzeć mój projekt? Szczegóły znajdziecie tutaj WSPIERAM TO. Książka "Na biało-czerwonym szlaku"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne gwiazdy futbolu uświetnią 100-lecie Klubu Sportowego Warka. Będzie wielka feta

PIŁKA NOŻNA. Klub Sportowy Warka obchodzi 100-lecie istnienia. Wielka impreza jubileuszowa odbędzie się w sobotę 24 czerwca. Wśród uczestników jest Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. Jej mecz z oldbojami Warki komentować będzie Dariusz Szpakowski. 

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Polska - San Marino 1:0. Zamiast pogromu był wstyd! Bacciocchi: to my po meczu dawaliśmy autografy

PIŁKA NOŻNA. 28 kwietnia minie dokładnie 30 lat od sławetnego meczu Polska - San Marino w eliminacjach do Mistrzostw Świata w USA. Tamto spotkanie, które biało-czerwoni wygrali 1:0 pokazało, że żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć przed pierwszym gwizdkiem. Choć brzmi banalnie, to nasi piłkarze boleśnie o tym się przekonali...