Przejdź do głównej zawartości

Kiko Narvaez: Po igrzyskach olimpijskich w Jerez de la Frontera witały mnie tysiące kibiców. Dotarło do mnie, że dokonałem czegoś niesamowitego

Francisco Miguel Narvaez Manchon “Kiko”, reprezentant Hiszpanii w latach 1992-1998 w piłce nożnej, grał przeciwko Polsce w finale turnieju olimpijskiego w Barcelonie w 1992 roku, w którym strzelił dwa gole. Wieloletni napastnik Atletico Madryt. 
 
 
Francisco Narvaez Manchon, znany jako Kiko, strzelił Polsce dwa gole w finałowym meczu igrzysk olimpijskich w Barcelonie. To były napastnik Atletico Madryt. Fot. Real Federacion Espanola de Futbol
 

W 1992 roku zdobyliście, jako olimpijska reprezentacja Hiszpanii, złoty medal igrzysk w Barcelonie. W Polsce wielu kibiców do dziś wspomina tamten turniej piłkarski. Jak wyglądały wasze przygotowania do imprezy, której byliście gospodarzem?
- Przed samymi igrzyskami przebywaliśmy razem przez 45 dni. W naszej drużynie nie brakowało zawodników świetnych pod względem technicznym, fizycznym i taktycznym, takich jak Josep Guardiola, Abelardo Fernandez, Roberto Solozabal, Alfonso Perez i Luis Enrique. Dlatego w trakcie turnieju wygraliśmy wszystkie spotkania.
To najważniejsze, gdzie stawką był złoty medal olimpijski, zagraliście na Camp Nou przeciwko Polsce. Jak pan wspomina atmosferę tego widowiska, które obejrzało 120 tysięcy kibiców?
- Była niesamowita, jedyna w swoim rodzaju. Do tamtego czasu na Camp Nou nigdy nie było tylu kibiców. Atmosfera była wspaniała, ale my też czuliśmy presję i odpowiedzialność, jaka na nas spoczywała. Na szczęście potrafiliśmy sobie z nią poradzić.

Co wiedzieliście o polskiej drużynie, która w świetnym stylu dotarła do finału, choć przed samymi igrzyskami nie zaliczała się do grona faworytów?
- Przeanalizowaliśmy kilka meczów Polaków, dzięki którym dowiedzieliśmy się, że byli solidną i zgraną drużyną, przy tym grającą ofensywnie i skutecznie. Wiedzieliśmy, że najgroźniejsi będą napastnicy Juskowiak oraz Kowalczyk.
Finał nie układał się początkowo po waszej myśli. Pod koniec pierwszej połowy właśnie Kowalczyk dał Polsce prowadzenie. Schodziliście do szatni z myślą, że trzeba będzie odrabiać straty.
- W szatni nasi trenerzy robili wszystko, co w ich mocy, abyśmy wszyscy byli spokojni i skupieni na taktyce. Strata gola podziałała na nas mobilizująco.
Po przerwie oglądaliśmy kapitalne spotkanie. Najpierw wyrównał Abelardo, potem pan strzelił bramkę na 2:1 dla waszej drużyny. Wyrównał Ryszard Staniek i zanosiło się na dogrywkę. W ostatniej minucie wykonywaliście rzut rożny, pan przejął piłkę w polu karnym i wpakował ją do siatki. To będzie banalne pytanie, ale co pan czuł w tym momencie?
- Tego nie sposób wyrazić słowami, nie potrafię tego nawet opisać (całą sytuację możecie obejrzeć na załączonym poniżej wideo - przyp. autor). Na pewno dotarło do mnie w pewnym momencie, że dokonałem czegoś niesamowitego, ja, zawodnik wywodzący się z mniejszego i mniej znanego hiszpańskiego klubu jak Kadyks (Cadiz CF)! 
Pana polscy rówieśnicy po porażce byli załamani, ale potem dotarło do nich, że zanotowali znakomity wynik i mieli powody do świętowania. Jak wy cieszyliście się z olimpijskiego złota?
- W moim przypadku to świętowanie trwało w dwóch etapach. Najpierw cieszyłem się z kolegami z drużyny w wiosce olimpijskiej, potem w moim rodzinnym miasteczku - Jerez de la Frontera (południe Hiszpanii, niedaleko Cieśniny Gibraltarskiej - przyp. autora). Tam czekało mnie kapitalne powitanie, przybyły tysiące ludzi, którzy czekali na mój przyjazd. Cóż więcej dodać, to było niesamowite! 
Wielu kibiców, nie tylko hiszpańskich, zastanawia się, czego wam, reprezentantom Hiszpanii zabrakło do tego, aby osiągnąć sukcesy w dorosłej drużynie narodowej, na miarę La Roja, którą w XXI wieku prowadził Vincente del Bosque. Umiejętności przecież wam nie brakowało.
- Trzeba szczerze przyznać, że La Roja miała lepszy zespół niż my, bardziej utalentowanych zawodników. Vicente del Bosque dysponował bardzo zdolnym pokoleniem piłkarzy, to: Busquet, Xabi Alonso, Xavi Hernandez, Iniesta i Silva i wielu innych. Dlatego oni dokonali tego, czego nie udało się zrealizować mnie i moim kolegom z ówczesnej reprezentacji.
Jako zawodnik Atletico Madryt grał pan w 1996 roku z ówczesnym mistrzem Polski, Widzewem Łódź. Co pan zapamiętał z tamtych pojedynków?
- Z Polski pamiętam niewielki stadion, ale za to z mocnym i głośnym dopingiem ze strony kibiców. Na małym obiekcie stworzyli świetną atmosferę. Pod względem piłkarskim byliśmy lepsi, wygraliśmy bez problemów.
Wcześniej, w latach 1993-95 w Atletico grał pan z Romanem Koseckim, wtedy jednym z najlepszych polskich piłkarzy oraz kapitanem naszej reprezentacji.
- Mieszkaliśmy blisko siebie i świetnie się dogadywaliśmy. Na boisku był szybkim, pracowitym, aktywnym piłkarzem, który potrafił mocno uderzyć piłkę zarówno prawą jak i lewą nogą. To był typ zawodnika idealnego do gry z kontrataku. 
Czym pan zajmuje się obecnie, już po zawieszeniu butów na przysłowiowym kołku?
- Doznałem kontuzji w wieku 27 lat i te problemy zdrowotne doskwierały mi, przeszkadzały w osiągnięciu wysokiej formy. Musiałem więc przejść na piłkarską emeryturę w wieku 29 tuż po tym, kiedy przeszedłem operacje obu kostek. Od tego czasu pracuję w mediach i to daje mi satysfakcję. Zazwyczaj raz w tygodniu gram w piłkę w meczach drużyn siedmioosobowych, ale tylko w wąskim, przyjacielskim gronie.

Francisco Miguel Narvaez Machon, znany jako Kiko (rocznik 1972) urodził się w Jerez de la Frontera. Piłkarską karierę zaczynał w klubie Cadiz CF, potem występował w Atletico Madryt (w latach 1993-2001, z tą drużyną wywalczył mistrzostwo Hiszpanii w 1996 roku i grał w Lidze Mistrzów) oraz - na zakończenie kariery - w Estremadurze. Był napastnikiem. Od 1992 do 1998 roku występował w pierwszej reprezentacji Hiszpanii, wziął udział w Mistrzostwach Europy w 1996 roku w Anglii oraz Mistrzostwach Świata w 1998 we Francji. Rozegrał w niej 26 spotkań, strzelił cztery gole. Grał w młodzieżowych i juniorskich reprezentacjach Hiszpanii do lat 19, 21 oraz olimpijskiej do lat 23. Z tą ostatnią zdobył złoty medal igrzysk w Barcelonie.  
 

 

Cały, obszerny wywiad z Kiko Narvaezem można przeczytać w mojej książce - ebooku "Na biało-czerwonym szlaku", link do niej znajdziecie na stronie głównej bloga. Czy pojawi się ona w wersji drukowanej w księgarniach? Możesz dołożyć do tego swoją cegiełkę. Jak wesprzeć mój projekt? Szczegóły znajdziecie tutaj WSPIERAM TO. Książka "Na biało-czerwonym szlaku" 
ROZMAWIAŁ PIOTR STAŃCZAK

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne gwiazdy futbolu uświetnią 100-lecie Klubu Sportowego Warka. Będzie wielka feta

PIŁKA NOŻNA. Klub Sportowy Warka obchodzi 100-lecie istnienia. Wielka impreza jubileuszowa odbędzie się w sobotę 24 czerwca. Wśród uczestników jest Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. Jej mecz z oldbojami Warki komentować będzie Dariusz Szpakowski. 

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Polska - San Marino 1:0. Zamiast pogromu był wstyd! Bacciocchi: to my po meczu dawaliśmy autografy

PIŁKA NOŻNA. 28 kwietnia minie dokładnie 30 lat od sławetnego meczu Polska - San Marino w eliminacjach do Mistrzostw Świata w USA. Tamto spotkanie, które biało-czerwoni wygrali 1:0 pokazało, że żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć przed pierwszym gwizdkiem. Choć brzmi banalnie, to nasi piłkarze boleśnie o tym się przekonali...