Przejdź do głównej zawartości

Kim Vilfort: Mistrzostwo Europy w 1992 roku było przełomem dla całego duńskiego futbolu

Kim Vilfort, pomocnik piłkarskiej reprezentacji Danii w latach 1983-96, zdobył z nią Mistrzostwo Europy w 1992 roku. To wieloletni zawodnik Broendby Kopenhaga. Wspominany turniej sprzed trzydziestu lat oraz mecze jego klubu z Widzewem Łódź w eliminacjach do Ligi Mistrzów. 
 
Kim Vilfort to legenda zarówno reprezentacji Danii jak również Broendby Kopenhaga. Fot. Per Kjaerby/ fodboldbilleder.dk


Swoją karierę piłkarską zaczynał pan w mniejszych duńskich klubach, potem grał pan w Lille we Francji, a ostatecznie wylądował na długie lata w Broendby Kopenhaga. Kto był pana piłkarskim idolem w dzieciństwie i młodości. Kogo pan naśladował?
- Myślę, że to Gordon Banks, bramkarz reprezentacji Anglii oraz Johan Cruyff, legenda holenderskiej piłki nożnej. Trudno mi natomiast wyjaśnić dokładnie, dlaczego. Byli gwiazdami swoich drużyn, kiedy ja zaczynałem w ogóle grać w piłkę. Lubiłem oglądać ich w akcji w telewizji.
W latach 80. Dania dwukrotnie występowała w Mistrzostwach Europy, raz w Mistrzostwach Świata. Najlepszym w tamtej dekadzie turniejem było Euro 84, gdzie dotarliście do półfinału. Jednak kolejne imprezy z waszym udziałem przyniosły rozczarowania. Czego wam wtedy brakowało, żeby odnieść sukces. Wiadomo, że pan dopiero zaczynał grać w swojej reprezentacji, ale jak wspomina pan tamte lata?
- We wszystkich dużych turniejach to zwykle małe rzeczy, szczegóły, detale wpływają na wynik, a te niestety nie sprzyjały duńskiej drużynie, nie osiągnęliśmy takich wyników, na jakie było nas stać. Dlaczego? Myślę, że w kadrze było wielu piłkarzy, którzy mieli świetne umiejętności indywidualne, ale razem nie udało im się zbudować zespołu, który skutecznie walczyłby o tytuły. Wiadomo, że samymi indywidualnymi umiejętnościami nie wygrywa się wielkich imprez. Co do Mistrzostw Europy w 1984 - raptem rok wcześniej debiutowałem w pierwszej reprezentacji Danii i byłem naprawdę blisko, aby pojechać z nią na finały, choć ostatecznie tak się nie stało.
Po dziewięciu latach był pan już jednym z kluczowych piłkarzy Danii. Wróćmy do wiosny 1992 roku. Pojechaliście na Mistrzostwa Europy w Szwecji, choć nie awansowaliście do tego turnieju. UEFA wykluczyła jednak Jugosławię z powodu wojny w tym kraju. Nagle dostaliście szansę występu w wielkiej imprezie. Co czuliście, gdy okazało się, że mimo wszystko pójdziecie do Szwecji?
- To wspaniałe doświadczenie, wyjątkowe, ponieważ jeszcze wtedy byliśmy w cieniu reprezentantów Danii, grających w Mistrzostwach Europy w 1984 i Mistrzostwach Świata w 1986 roku. Dostaliśmy szansę, wykorzystaliśmy ją, to był prawdziwy przełom dla całego naszego futbolu.
Wróćmy jednak do czerwcowych dni 1992 roku. Jak wyglądały wasze szybkie przygotowania do Mistrzostw Europy w Szwecji?
- Cóż mogę powiedzieć, tak naprawdę nie byliśmy przygotowani do turnieju jako takiego. Wszystko potoczyło się ekspresowo i ja miałem wrażenie, jakbyśmy do inauguracji mistrzostw przygotowywali się tak samo jak do każdego innego meczu reprezentacji. Zgrupowanie przed pierwszym spotkaniem w grupie z Anglią trwało raptem cztery dni.
Wszystko toczyło się ekspresowo, a zakończyło dla was kapitalnie. Jak pan wspomina turniej w Szwecji? Strzelił pan drugiego gola już w finale przeciwko Niemcom, zwyciężyliście 2:0. Wcześniej jednak musieliście pokonać inne przeszkody.
- Pamiętam wszystkie mecze. Ale szczególnie półfinały i finał. Najpierw mecz z Holandią, który był świetnym pojedynkiem, było w nim wszystko, co kochają kibice. Emocje, dramaturgia, bramki, rzuty karne. Zremisowaliśmy 2:2, w rzutach karnych zwyciężyliśmy 5:4 (Vilfort wykorzystał swoją “jedenastkę” jako przedostatni z wytypowanych Duńczyków - przyp. autor). Tak, to było piękne widowisko. W finale postawiliśmy kropkę nad “i”, byliśmy niesamowicie szczęśliwi (radość duńskiego zespołu można zobaczyć na wideo poniżej - przyp. autora) .  
Co było wtedy waszą największą siłą i atutem?
- Byliśmy bardzo dobrą drużyną, która zawsze dążyła do wygranej, prezentowaliśmy ofensywny styl, przede wszystkim stworzyliśmy fantastyczny zespół. Podkreślam zespół, a nie tylko grupę piłkarzy, posiadających bardzo dobre umiejętności indywidualne. Z drugiej strony dla wielu naszych reprezentantów, na przykład Briana Laudrupa, ten turniej też był taką odskocznią, platformą do tego, aby jeszcze bardziej się rozwinąć.

Niestety, zaraz po tym sukcesie waszej drużyny zabrakło w finałach Mistrzostw Świata w 1994 roku w USA. Przegraliście zaciętą rywalizację w grupie z Hiszpanią oraz Irlandią.
- To było niestety bardzo złe doświadczenie i zawód dla drużyny. Na finiszu mieliśmy tylko samo punktów co Irlandia (po 18), nawet taką samą różnicę goli (+13), ale drugie miejsce, premiowane awansem zajęli rywale, bo mieli więcej strzelonych bramek na koncie. Myślę, że duże znaczenie miał niestety mecz w Irlandii, gdzie zremisowaliśmy 1:1, choć prowadziliśmy 1:0. Gospodarze wyrównali na kwadrans przed końcem. Szkoda, byliśmy bowiem blisko zwycięstwa. Niestety, dla wielu z nas występ w Mistrzostwach Świata okazał się nieosiągalny.
Dwa lata później znów za to walczyliście w Mistrzostwach Europy, tym razem w Anglii, ale nie udało się nawet wyjść z grupy. Co się stało?
- Tak jak już wcześniej wspominałem, często o tym, czy awansujesz do kolejnego etapu turnieju, decydują szczegóły. Mieliśmy cztery punkty po trzech meczach w grupie, tak samo jak w Szwecji. Niestety, w Anglii to już nie wystarczyło do tego, aby zagrać dalej.
W 1996 roku z Broendby przegrał pan jeszcze walkę o Ligę Mistrzów z Widzewem Łódź. W moim mieście w Polsce Widzew ma do dziś wielu kibiców i oni pamiętają te pojedynki. Proszę powiedzieć, kiedy wylosowaliście Widzew, co myśleliście, jak oceniliście swoje szanse?
- Nie ma co kryć, czuliśmy się faworytami i wiedzieliśmy, że mamy szansę przejść do następnej rundy.
Przegraliście pierwszy mecz w Łodzi 1:2, ale i tak był to dobry wynik, bo w perspektywie mieliście rewanż u siebie. W drugim spotkaniu graliście szybko, agresywnie, ofensywnie, skutecznie, zdominowaliście Widzew i po 50 minutach prowadziliście 3:0. Nagle… Widzew strzelił dwie bramki, z czego drugą w samej końcówce i awansował. Tego zupełnie się nie spodziewaliście!
- Jak wspomniałem na początku, na tym poziomie w piłce nożnej to szczegóły decydują zwykle o tym, czy wygrywasz rywalizację. Sądzę, że na przełomie całego dwumeczu pod względem piłkarskim byliśmy lepszym zespołem. Niestety, w drugim spotkaniu chyba zbyt szybko uwierzyliśmy, że sprawa naszego zwycięstwa i awansu jest już przesądzona i źle oceniliśmy sytuację na boisku. Być może w naszej grze pojawiło się zbyt duże rozluźnienie, kiedy już prowadziliśmy 3:0…
Czy pamięta pan jakichś zawodników Widzewa z tego meczu? Jak często w swojej karierze grał pan przeciwko Polakom i czy zna pan naszych pozostałych graczy? Nie licząc oczywiście naszej obecnej gwiazdy - Roberta Lewandowskiego.  
- Nie, nie pamiętam żadnych konkretnych graczy Widzewa. Nie byłem zresztą typem zawodnika, który jakoś szczegółowo analizował poszczególnych piłkarzy przeciwnej drużyny. Pamiętam natomiast, że wcześniej, jako zawodnik kadry do lat dziewiętnastu grałem przeciwko Polsce, w olimpijskiej reprezentacji Danii debiutowałem zresztą 5 października 1983 roku, właśnie w spotkaniu z Polakami. 
 
W sumie jako młodzieżowiec ze swoją drużyną mierzyłem się z waszą cztery razy. Co do piłkarzy, lepiej pamiętam znanych polskich zawodników z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - Szarmacha, Tomaszewskiego, Deynę, Lato, Bońka.

Wróćmy jeszcze na moment do Mistrzostw Europy w Szwecji. Gdy rozmawiamy, zbliża się trzydziesta rocznica waszego sukcesu. Czy spotykacie się jeszcze po latach, aby pograć w piłkę jako weterani, powspominać tamten turniej?
- Jest grupa, która stara się spotkać raz w roku, zorganizować imprezę integracyjną, to już taka nasza tradycja, którą kontynuujemy od lat. Jeszcze dziesięć lat temu, w dwudziestą rocznicę zdobycia mistrzostwa, my, byli reprezentanci kraju zmierzyliśmy się towarzysko z oldbojami jednego z mniejszym klubów w Danii. Lata mijają i dziś trudno byłoby już zebrać minimum jedenastu weteranów, byłych kadrowiczów i wspólnie zagrać. Jeśli jednak tylko możemy, spotykamy się i wspominamy.  
Polscy kibice cenią szczególnie Petera Schmeichela, legendarnego bramkarza, jego dziadek pochodził z mojego kraju.  
- Z Peterem występowałem przez pięć lat w Broendby Kopenhaga oraz jedenaście w reprezentacjach Danii w różnych grupach wiekowych. Kiedy był w szczytowej formie, stał się jednym z najlepszych bramkarzy na świecie. Był typem zwycięzcy, profesjonalistą w każdym calu, poza tym posiadał bardzo dobre warunki fizyczne i - co bardzo ważne - omijały go poważniejsze kontuzje.
Co pan robił po zakończeniu piłkarskiej kariery, jaki jest pana dzisiejszy związek z piłką nożną?
- Nadal działam w futbolu. Aktualnie w innej roli, pracuję z grupami młodzieżowymi w Broendby. Od 22 lat zajmuję się szkoleniem wychowanków naszego klubu. Zresztą, daje mi to dużo satysfakcji, zresztą, z wykształcenia też jestem nauczycielem.

Kim Vilfort (rocznik 1962) pochodzi z miejscowości Valby. Jest wychowankiem klubu Skovlunde IF. Występował także w Boldklubben Frem, najwięcej czasu jako zawodnik spędził w Broendy Kopenhaga, także z tym zespołem świętował największe klubowe sukcesy (wielokrotne mistrzostwo Danii, udział w Lidze Mistrzów i europejskich pucharach, półfinał Pucharu UEFA w 1991 roku). W latach osiemdziesiątych jeden sezon spędził także we francuskim OSC Lille. Występował w młodzieżowych reprezentacjach Danii. W pierwszej zadebiutował w 1983 roku, występował w niej do 1996 roku. Największy sukces z drużyną narodową - mistrzostwo Europy - świętował w 1992 roku w Szwecji. Grał także w Euro w 1988 w Republice Federalnej Niemiec i 1996 w Anglii. W pierwszej reprezentacji rozegrał 77 meczów, strzelił 14 goli (w tym jednego w finale mistrzostw 1992 z Niemcami, które Dania wygrała 2:0). Najczęściej występował jako ofensywny pomocnik lub napastnik. Karierę piłkarską zakończył w 1998 roku, pozostał w Broendby, gdzie do dziś odpowiada za szkolenie młodzieży. Jest jednym z najbardziej znanych reprezentantów klubu z Kopenhagi.  
ROZMAWIAŁ PIOTR STAŃCZAK




Więcej podobnych wywiadów znajdziecie w mojej książce ebooku "Na biało-czerwonym szlaku". Dostępna jest w wersji online Na biało-czerwonym szlaku - ebook. Możesz także pomóc w wydaniu papierowej, więcej szczegółów znajdziecie tutaj WSPIERAM TO. Książna "Na biało-czerwonym szlaku"
 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne gwiazdy futbolu uświetnią 100-lecie Klubu Sportowego Warka. Będzie wielka feta

PIŁKA NOŻNA. Klub Sportowy Warka obchodzi 100-lecie istnienia. Wielka impreza jubileuszowa odbędzie się w sobotę 24 czerwca. Wśród uczestników jest Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. Jej mecz z oldbojami Warki komentować będzie Dariusz Szpakowski. 

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Polska - San Marino 1:0. Zamiast pogromu był wstyd! Bacciocchi: to my po meczu dawaliśmy autografy

PIŁKA NOŻNA. 28 kwietnia minie dokładnie 30 lat od sławetnego meczu Polska - San Marino w eliminacjach do Mistrzostw Świata w USA. Tamto spotkanie, które biało-czerwoni wygrali 1:0 pokazało, że żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć przed pierwszym gwizdkiem. Choć brzmi banalnie, to nasi piłkarze boleśnie o tym się przekonali...