Przejdź do głównej zawartości

Ben Starosta: zwycięstwo z Brazylią w mistrzostwach świata pamiętam do dziś

Ben Starosta, zawodnik polskiego pochodzenia, mieszkający obecnie i pracujący w Wielkiej Brytanii, występował w naszej młodzieżowej reprezentacji do lat 20. 30 czerwca 2007 roku wraz z kolegami pokonał rówieśników z Brazylii 1:0 w mistrzostwach świata w tej kategorii wiekowej. Były obrońca do dziś pamięta tamten pojedynek. 
Ben Starosta ma 35 lat, obecnie mieszka w Anglii i prowadzi firmę ubezpieczeniową. Fot. Prywatne
 
 
Ben, zanim przejdziemy do pamiętnego meczu z Brazylią, przypomnij proszę kibicom w Polsce swoją sylwetkę. Skąd pochodzi twoja polska rodzina? 
- Mój dziadek był Polakiem, pochodził z Łodzi. Wyemigrował do Anglii, gdzie już urodził się mój tata. Kiedy występowałem w drużynie juniorów Sheffield United, zainteresowali się mną trenerzy z Polski, zaproponowali grę w młodzieżowej reprezentacji kraju. Na pewno dla mnie, wówczas młodego chłopaka, było to duże wyzwanie, ale tak naprawdę nie wahałem się. Chciałem reprezentować kraj, z którego wywodzą się moi przodkowie. W ogóle to była jednak niecodzienna sytuacja, bo telefon z zapytaniem, czy chcę reprezentować Polskę otrzymałem wczesnym rankiem. Początkowo myślałem, że ktoś robi sobie po prostu ze mnie jakieś żarty (śmiech). Potem jednak okazało się, że to poważna propozycja. Zgodziłem się. Po raz pierwszy, jeśli dobrze pamiętam, spotkałem się z resztą drużyny na obozie w Łodzi. Dla mnie to była okazja do tego, aby odwiedzić rodzinę dziadka. Wtedy też dowiedziałem się, że jestem w kadrze na Mistrzostwa Świata do lat 20.
Jak sobie radziłeś z komunikacją z kolegami z drużyny, trenerami, sztabem? Na pewno było pod tym względem ciężko, kiedy nie znasz dobrze języka polskiego. 
- Fakt, te początki nie były łatwe. Porozumiewałem się tylko w języku angielskim, część kolegów go znała, pamiętam, że rolę tłumacza pełnił wtedy najczęściej Artur Marciniak, ale po pewnym czasie zacząłem coraz lepiej rozumieć się z kolegami i trenerami. Wiesz, jest coś takiego jak język futbolu, uniwersalny dla każdej nacji, dzięki któremu można porozumieć się na boisku, są pewne zwroty, słowa, których szybko można się nauczyć. 
Mecz z Brazylią w Montrealu przeszedł do historii, zwyciężyliśmy 1:0 po pięknej bramce Grzegorza Krychowiaka. Co zapamiętałeś z tego spotkania? 
- To był wielki mecz, często wracam do niego pamięcią. W ogóle Brazylijczycy byli naszymi pierwszymi przeciwnikami w tamtych mistrzostwach, więc zwycięstwo nad nimi na pewno miało swoją wymowę. W tamtym zespole  Brazylii nie brakowało zdolnych zawodników. Nie wszyscy zrobili kariery w pierwszej reprezentacji, ale wtedy stanowili silny zespół, byli jednymi z faworytów całych mistrzostw. 
Polska reprezentacja zajęła drugie miejsce w grupie (w kolejnych pojedynkach uległa USA 1:6 i zremisowała z Koreą Południową 1:1) i awansowała do fazy pucharowej, ale w niej przegrała z faworyzowaną Argentyną 1:3. To była kolejna konfrontacja z futbolem południowoamerykańskim. Tym razem polegliśmy... 
- Tak, Argentyńczycy byli bardzo mocną ekipą, także jednymi z faworytów mistrzostw. To zresztą się potwierdziło, ponieważ wygrali później cały turniej. Jeśli chodzi o nasze spotkanie z nimi, rozpoczęliśmy je bardzo dobrze, objęliśmy prowadzenie (Gol Dawida Janczyka w 33 minucie - przyp. autora), niestety, pozwoliliśmy im wyrównać tuż przed przerwą (na 1:1 strzelił Angel di Maria - przyp. autora), a zaraz po rozpoczęciu drugiej części wbili nam drugiego gola (Sergio Aguero). W końcówce straciliśmy trzecią bramkę (także autorstwa Aguero - przyp. autora). Myślę, że choć przegraliśmy, to jednak przez dużą część meczu walczyliśmy z Argentyną jak równy z równym. Żegnaliśmy się z turniejem, ale honorowo i myślę, że kibice też byli z nas zadowoleni. 
Kolegowałeś się szczególnie z kimś z tamtej kadry?
- Myślę, że z Jarkiem Fojutem, wspomnianym wcześniej Arturem Marciniakiem, który dobrze mówił po angielsku i tłumaczył mi podstawowe zwroty. Dobrze rozumiałem się również z Damianem Rączką, on już wtedy grał w niemieckich klubach (między innymi w drugich drużynach Borussii Moenchengladbach i Schalke 04 Gelsenkirchen - przyp. autor). Ogólnie dobrze wspominam współpracę z każdym z chłopaków. 
Do pierwszej reprezentacji Polski przebili się w zasadzie tylko Grzegorz Krychowiak i Wojciech Szczęsny. Miałeś okazję spotkać się z nimi później, już po mistrzostwach świata U-20? 
- Spotkałem się, jeśli dobrze pamiętam, na jednym ze zgrupowań w Warszawie, z Wojtkiem Szczęsnym. W naszej ówczesnej drużynie do lat 20 zarówno on jak i Krychowiak byli jednym z najmłodszych, więc trzymali się razem i mieszkali w trakcie obozów w jednym pokoju w hotelu.  
Pamiętam, że kiedy występowaliście w mundialu w Kanadzie, odwiedził was Holender Leo Beenhakker, ówczesny selekcjoner pierwszej reprezentacji. Jak go wspominasz? 
- To bardzo uznany szkoleniowiec, w czasie turnieju wspierał nas, udzielał cennych porad. Kiedy niedługo po mistrzostwach trafiłem do Lechii Gdańsk, także mieliśmy okazję rozmawiać. To bardzo dobry motywator i prawdziwy fachowiec
Jesteś raptem rok starszy od Roberta Lewandowskiego, obecnie największej gwiazdy polskiej piłki. Nigdy nie spotkaliście się gdzieś na piłkarskim szlaku? 
- Nie mieliśmy okazji bliżej poznać się z Robertem. Wiadomo, ile teraz znaczy ten zawodnik w polskiej piłce, ale w ogóle na świecie. Skoro zaś jesteśmy przy temacie reprezentacji, to cieszę się, że trafił do niej Matty Cash z Aston Villi. On, podobnie jak jak, ma polskie, rodzinne korzenie. Trzymam za niego kciuki, aby jak najlepiej radził sobie w drużynie narodowej i polska kadra miała z niego pożytek.
Jesteś wychowankiem Sheffield United, występowałeś w wielu innych angielskich zespołach, ale dwukrotnie również w polskich klubach. Najpierw w Lechii Gdańsk, potem w Miedzi Legnica. Nie udało ci się jednak zadomowić w naszym kraju i żadnym z tych klubów. 
- Na pewno było to dla mnie nowe doświadczenie. Do Lechii trafiłem, kiedy klub ten awansował do ekstraklasy. Dobrze wspominam pobyt w Gdańsku, klub, kibiców, choć byłem wtedy młody, miałem 21 lat i czułem się nieco zagubiony w innym kraju. Cały czas byłem wówczas zawodnikiem Sheffield, do Gdańska trafiłem na wypożyczenie, po kilku miesiącach wróciłem do Anglii. Dwa lata później znalazłem się z kolei w Miedzi Legnica. Wówczas to klub ten miał ambicje, aby zakwalifikować się do ekstraklasy, posiłkował się doświadczonymi zawodnikami, którzy mieli pomóc w awansie. Moim trenerem był wówczas Bogusław Baniak. Zakwalifikowaliśmy się do pierwszej ligi, ale potem drużynie już nie udało się dostać do ekstraklasy. Zagrałem w Legnicy jeden sezon, ale też wspominam tamten okres jako ciekawe doświadczenie. 
Skoro jesteśmy przy polskiej piłce - jak oceniasz szanse naszej reprezentacji w mistrzostwach świata w Katarze? 
- Polska ma wartościowych piłkarzy w składzie, z tym, że potrzebują oni przełamania w wielkich mistrzowskich turniejach, bo w ostatnich nie udawało się wyjść z grupy. Nadzieje i oczekiwania zawsze były większe, ale zespół, gdy już jechał na finały, to odpadał w pierwszej fazie. Wierzę w to, że ta grupa zawodników wreszcie potwierdzi, że stać ją na lepsze wyniki niż w poprzednich mundialach. Na pewno ja im tego mocno życzę. 
Czy grasz jeszcze zawodowo w piłkę nożną? Wiem, że zajmujesz się też swoimi biznesami. 
- Tak, prowadzę jedną firmę, która zajmuje się ubezpieczaniem sportowców i w ogóle ludzi prowadzących aktywny tryb życia, natomiast druga działa w branży architektury krajobrazu, stolarstwa czy ogrodnictwa, wykonujemy na zlecenie klientów różne prace w domach. W piłkę już nie gram, wcale natomiast nie wykluczam, że jeszcze zaistnieję w futbolu jako trener, być może nawet w Polsce. Nigdy nic nie wiadomo (śmiech). 
Jak często odwiedzasz Polskę? Masz tu jakieś swoje ulubione miejsca?
- Przyjeżdżam co jakiś czas, planuję przyjechać do Polski we wrześniu tego roku. Najbardziej lubię Gdańsk i Zakopane. Jak widać, jestem człowiekiem, który lubi zarówno morze jak i góry (śmiech). 
W takim razie życzę powodzenia i miłych wrażeń z pobytu w Polsce. 
- (rozmawialiśmy w języku angielskim, ale tu Ben mówi po polsku) Dziękuję bardzo i do widzenia! 
ROZMAWIAŁ PIOTR STAŃCZAK  

Ben Starosta (rocznik 1987) urodził się w Anglii, jego dziadek pochodzi z Polski, wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Ben jest wychowankiem Sheffield United. Na boisku występował głównie jako obrońca. Grał w różnych angielskich klubach w niższych ligach, m.in. Chester City, Brentford, w Polsce w Lechii Gdańsk oraz Miedzi Legnica, reprezentował także klub z Filipin Global FC Manilla. Występował w młodzieżowej reprezentacji Polski do lat 20 w mistrzostwach świata w Kanadzie w 2007 roku. Nasza drużyna odpadła wówczas w fazie pucharowej, w 1/8 finału. Starosta był podstawowym zawodnikiem kadry Michała Globisza. 
 
Ben Starosta w czasach gry w Lechii Gdańsk.
 
Gol Grzegorza Krychowiaka w meczu Polska - Brazylia w mundialu U-20 w 2007 roku.

 
Więcej podobnych wywiadów można przeczytać także w mojej książce - ebooku "Na biało-czerwonym szlaku", link do niej znajdziecie na stronie głównej bloga. Czy pojawi się ona w wersji drukowanej w księgarniach? Możesz dołożyć do tego swoją cegiełkę. Jak wesprzeć mój projekt? Szczegóły znajdziecie tutaj WSPIERAM TO. Książka "Na biało-czerwonym szlaku"  

.
  


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Euro 2024. Pierwszy trener Kacpra Urbańskiego zapewnia: jeszcze będzie o nim głośno! (WIDEO)

PIŁKA NOŻNA. Przed nami finały Mistrzostw Europy 2024 w Niemczech. W kadrze reprezentacji Polski znalazł się niespełna 20-letni Kacper Urbański, wychowanek Lechii Gdańsk, obecnie zawodnik włoskiego klubu FC Bologna. Młodego piłkarza wspomina jego pierwszy trener - Grzegorz Grzegorczyk z Akademii Piłkarskiej Lechii Gdańsk. 

Ryszard Staniek ciężko chory! Medalista olimpijski z Barcelony potrzebuje pomocy

PIŁKA NOŻNA. Ryszard Staniek, były piłkarz reprezentacji Polski oraz m.in. Górnika Zabrze i Legii Warszawa, uczestnik Ligi Mistrzów, jest ciężko chory. Ruszyła zbiórka pieniędzy na jego leczenie, rehabilitację oraz zakup samochodu. Liczy się każda złotówka!