Przejdź do głównej zawartości

Skarga na Marciniaka. Wyszedł z opresji obronną ręką, ale ma nauczkę na przyszłość (KOMENTARZ)

PIŁKA NOŻNA. Ta sprawa wśród kibiców wywołała więcej emocji niż niejeden mecz naszej rodzimej ekstraklasy. Z czwartku na piątek ważyły się losy naszego „eksportowego” sędziego Szymona Marciniaka, czy w ogóle poprowadzi finał Ligi Mistrzów! Wszystko zaczęło się od jego wystąpienia na spotkaniu, na które został zaproszony przez jedną z partii politycznych. 
Szymon Marciniak jest dziś osobą rozpoznawalną i popularną, przekonał się, że ma to swoje plusy i zarazem minusy. Fot. Piotr Stańczak
 
 
Od kiedy tylko interesuję się piłką nożną, zawsze z dużą rezerwą podchodziłem do relacji sportu i polityki, zaś cała sytuacja z obecnością Szymona Marciniaka na spotkaniu „Everest” 29 maja w Katowicach, jeszcze bardziej mnie w tym przekonaniu utwierdziła. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że sport i polityka przenikały się gdzieś wzajemnie dawniej i dziś, zaś w czasach globalizacji, biznesu, wszechobecnych mediów społecznościowych trudno jest, aby zachowały od siebie dystans, szczególnie, że jedna i druga dziedzina budzą duże emocje. 

Genezę skargi na Szymona Marciniaka poznacie, zgłębiając mój artykuł w serwisie www.eska.pl Szymon Marciniak poprowadzi finał Ligi Mistrzów! Jest decyzja UEFA

Być albo nie być w finale Ligi Mistrzów

W telegraficznym skrócie wiemy tyle, że nasz najlepszy obecnie sędzia piłkarski wziął udział w spotkaniu zatytułowanym „Everest”, gdzie mówił o swojej drodze do spełniania marzeń, w tym do finału mundialu między Argentyną i Francją w Katarze. Niby nic w tym zdrożnego, ale stowarzyszenie „Nigdy Więcej” mocno skrytykowało arbitra za obecność na tym wydarzeniu. Dlaczego? Ano dlatego, że organizował je polityk Konfederacji Sławomir Mentzen. Zdaniem stowarzyszenia partia ta jest wrogo nastawiona do mniejszości narodowych, imigrantów, uchodźców, osób LGBT, więc i samo skojarzenie Marciniaka z tym ugrupowaniem trzeba już rozpatrywać jako łamanie zasad fair play. „Nigdy Więcej” poinformowało więc o całej sytuacji europejską federację piłkarską UEFA. Ta, wiadomo nie od dziś, czuła jest bardzo na kwestie rasizmu, równości. 
 
W pewnym momencie istniało już zagrożenie, że odbierze arbitrowi spod Płocka prowadzenie finału Ligi Mistrzów między Manchesterem City a Interem Mediolan 10 czerwca w Stambule. Tomasz Smokowski, współwłaściciel „Kanału Sportowego” ogłosił nawet na Instagramie, że z „dobrze poinformowanych źródeł” wie, że Marciniak może zostać zawieszony jako sędzia. 

Panie sędzio - więcej czujności

Zrobiła się afera na całą Polskę i pół Europy, stowarzyszenie „Nigdy Więcej” nie spodziewało się chyba, że sprawa wywoła aż taki oddźwięk, niestety dla siebie – w dużym stopniu negatywny. Na organizację posypała się bowiem lawina krytyki ze strony kibiców, oskarżenia o donosicielstwo. Suma sumarum, w piątek UEFA ogłosiła, że pan Szymon finał Champions League jednak poprowadzi, natomiast zamieściła też w internecie oświadczenie samego arbitra. 
 
W skrócie – Marciniak zaakcentował, że potępia wszelkie formy dyskryminacji na tle rasowym, narodowościowym, światopoglądowym, że zawsze stał na straży równości. Przeprosił wszystkich, którzy mogli poczuć się dotknięci jego obecnością na spotkaniu „Everest”. Dodał też od siebie, że w przyszłości zamierza z większą czujnością analizować, w jakim wydarzeniu bierze udział i kto je organizuje. Dla mnie ostatnie zdanie jest właściwie najbardziej istotne. 
Oczywiście fakt, że ktoś jest sędzią piłkarskim, do tego bardzo znanym, nie może zamykać mu z automatu furtki do wyrażania swoich poglądów, także sympatii politycznych. Każdy z nas je ma, Marciniak pewnie też. Nie ma takiego prawa, które zabraniałoby udziału w spotkaniach, zgromadzeniach, także z udziałem polityków. 

Trzeba być "bardziej świętym od papieża"

Temat „Everestu” też trzeba przeanalizować dokładnie, gdyż sędzia w swoim przemówieniu w Katowicach nie zachęcał do głosowania w wyborach na Konfederację, nie głosił, że poglądy Mentzena są cacy, nie namawiał do wrogości wobec innych nacji. Ja bynajmniej niczego takiego nie dopatrzyłem się, oglądając kilkuminutowy fragment jego mowy (znajdziecie go w tweecie poniżej). Gdyby tak robił, sprawa byłaby oczywista. „Nigdy Więcej” skupiło się jednak już na samej obecności sędziego na tym spotkaniu, mniej na tym, o czym w istocie mówił.  
Dzisiejszy świat jest jednak bezwzględny, a osoby publiczne (taką stał się Marciniak), jeśli chcą uniknąć publicznych połajanek, muszą być „bardziej święte od papieża”. Nie mam tu na myśli celebrytów, dla których wywoływanie skandali to sposób na życie. Pan sędzia przekonał się, że oceniana jest nie tylko jego praca z gwizdkiem na boisku, ale także to, gdzie bywa, z kim rozmawia, od kogo przyjmuje zaproszenie. Nie twierdzę, że sędzia posiada jakieś konkretne polityczne ambicje (do których też zresztą jako wolny człowiek ma prawo), bo tego nie wiem i w gruncie rzeczy nie moja to również sprawa. Twierdzę natomiast, że doszedł do dobrego wniosku na przyszłość – uważniej przyjmować zaproszenia i racjonalnie wykorzystywać swoją popularność. 
Tym bardziej teraz, kiedy ruszyła już nieformalna kampania wyborcza, wielu polityków chce „ogrzać się” albo przynajmniej zaprezentować w blasku znanych osób, bo w ten sposób liczą, że i oni staną się bardziej rozpoznawalni. To, co jednak może medialnie pomóc przeciętnemu politykowi, z wieloletnich obserwacji wiem, że sportowcowi raczej zaszkodzi. 

Znany sportowiec - "łakomy kąsek"

Stąd tak bardzo jestem sceptyczny podobnym relacjom, kiedy znani ludzie sportu traktowani są trochę (a może i bardzo) przedmiotowo w świecie polityki. Często jako ci, przy których warto się pojawić blisko, cyknąć sobie fotkę i potem pochwalić się taką „znajomością” wśród potencjalnych wyborców. Jeśli sportowcy na to sobie pozwolą, staną się marionetkami w rękach polityków i znacznie więcej na tym stracą niż zyskają. Przed różnymi wyborami muszą być szczególnie ostrożni, chyba, że - tu zaznaczam - w politykę angażują się świadomie, jest ona ich celem i kładą na szali korzyści oraz ewentualne straty czy społeczną krytykę. 
 
Nie sądzę, żeby Marciniak miał w tym konkretnym czasie takie polityczne ambicje a jeśli się mylę, niechaj potwierdzi to osobiście i publicznie, tak dla pełnego wyjaśnienia wątpliwości. Pomimo tego musi jednak liczyć się z opcją, że on sam dla niektórych politykierów może być „łakomym kąskiem”. Niby dyskretnie, nie bezpośrednio, ale jednak mogą próbować związać go ze swoim ugrupowaniem. Jeśli nie formalnie, to wizerunkowo. Politycy w owym czasie nie przepuszczą żadnej okazji, aby gdzieś tam zdobyć więcej "punktów".

Pan sędzia wyszedł z tej "everestowej" sytuacji obronną ręką, ale ma nauczkę na przyszłość. I niechaj to zamieszanie, jakie powstało wokół jego osoby, będzie też przestrogą dla innych ludzi sportu, szczególnie tych bardziej znanych. 
PIOTR STAŃCZAK 

 
POLECAM: 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne gwiazdy futbolu uświetnią 100-lecie Klubu Sportowego Warka. Będzie wielka feta

PIŁKA NOŻNA. Klub Sportowy Warka obchodzi 100-lecie istnienia. Wielka impreza jubileuszowa odbędzie się w sobotę 24 czerwca. Wśród uczestników jest Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. Jej mecz z oldbojami Warki komentować będzie Dariusz Szpakowski. 

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Polska - San Marino 1:0. Zamiast pogromu był wstyd! Bacciocchi: to my po meczu dawaliśmy autografy

PIŁKA NOŻNA. 28 kwietnia minie dokładnie 30 lat od sławetnego meczu Polska - San Marino w eliminacjach do Mistrzostw Świata w USA. Tamto spotkanie, które biało-czerwoni wygrali 1:0 pokazało, że żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć przed pierwszym gwizdkiem. Choć brzmi banalnie, to nasi piłkarze boleśnie o tym się przekonali...