Przejdź do głównej zawartości

Strzelali jako pierwsi i ostatni! Kto zdobywał gole dla reprezentacji Polski na początku i końcu dekad (lata 1980-2020)?

Przełom starego i nowego roku sprzyja różnym podsumowaniom. Dziś proponuję ciekawe zestawienie piłkarzy, którzy jako pierwsi zdobywali gole dla reprezentacji Polski na początku oraz końcu poszczególnych dekad - poczynając od 1980 do 2020 roku. Dla niektórych autorów tych bramek był to wstęp do późniejszej kariery w biało-czerwonych barwach, dla innych wprost przeciwnie... 
Tomasz Hajto (z prawej, w pojedynku z Portugalczykiem Maniche podczas meczu oldboyów we wrześniu 2022 roku Warszawie) strzelił ostatnią dla Polski bramkę w latach 90. Trafił do siatki Hiszpanów 18 sierpnia 1999 roku na stadionie przy Łazienkowskiej w stolicy. Foto Piotr Stańczak
 
 
Pod lupę wziąłem ostatnie 42 lata. Z reguły pierwsze i ostatnie mecze reprezentacji w danym roku były tylko towarzyskimi potyczkami, pamiętają o nich tylko miłośnicy statystyk, aczkolwiek do grona strzelców zaliczają się piłkarze nietuzinkowi, choć niektórzy może już nieco zapomniani. 

Silna konkurencja dla Pałasza

1980 rok, a więc i lata 80. biało-czerwoni pod wodzą selekcjonera Ryszarda Kuleszy rozpoczęli od serii pojedynków z ekipami z Afryki i Bliskiego Wschodu. Pierwszą bramkę w towarzyskim meczu wyjazdowym z Irakiem strzelił w 40 minucie Andrzej Pałasz. Spotkanie odbyło się 17 lutego, zakończyło remisem 1:1. Początek roku i dekady nie był ogólnie udany, bo w kolejnym meczu z Irakiem przegraliśmy 0:1, w takim samym stosunku ulegliśmy też Maroku. Pałasz (rocznik 1960) to jeden z najbardziej znanych w latach 80. piłkarzy Górnika Zabrze, w 1982 roku kolejny trener Antoni Piechniczek zabrał go na mundial w Hiszpanii, gdzie zajęliśmy trzecie miejsce. W lutym 1980 dopiero debiutował w kadrze, w sumie rozegrał w niej 34 spotkania, strzelił 7 goli. Ostatni mecz w narodowych barwach rozegrał w grudniu 1985 roku przeciwko Tunezji na wyjeździe (0:1). Do kadry na mundial w Meksyku pół roku później już się nie załapał. Kariery w reprezentacji nie zrobił, choć trzeba szczerze przyznać, że w pierwszej połowie lat 80. miał jednak silną konkurencję wśród ofensywnych zawodników (Zbigniew Boniek, Grzegorz Lato, Włodzimierz Smolarek, Andrzej Buncol, Dariusz Dziekanowski, Jan Urban). Do siatki rywali trafiał głównie w meczach towarzyskich, tylko raz w spotkaniu o punkty - z Albanią (2:2 w Mielcu, eliminacje do Mistrzostw Świata) w 1984 roku. 

Momenty Ziobera 

O ile początek lat 80. przyniósł naszej reprezentacji sukces w mundialu w Hiszpanii, tak koniec tej dekady zwiastował już niestety głębszy kryzys naszego futbolu. 1989 rok kończyliśmy bez awansu do finałów Mistrzostw Świata, co niewątpliwie było zawodem, zważywszy na to, że Polacy występowali w czterech poprzednich mundialach, w dwóch zajmowali trzecie miejsca. Tymczasem pod koniec lat 80. reprezentację próbował poukładać trener Andrzej Strejlau, który raptem kilka miesięcy wcześniej przejął kadrę po Wojciechu Łazarku. Po jesiennych spotkaniach w Chorzowie z Anglią (0:0) i Szwecją (0:2) wiadomo już było, że nie uda się awansować na mistrzostwa świata we Włoszech. 15 listopada Polska kończyła nieudane eliminacje meczem wyjazdowym z Albanią w Tiranie. Wygrała 2:1 (1:0), ostatniego gola w latach 80. dla reprezentacji strzelił Jacek Ziober, rocznik 1965, wtedy młoda nadzieja polskiego futbolu, filar ŁKS Łódź. Do siatki Albańczyków trafił w 83 minucie, dając nam zwycięstwo. Pierwszego gola w tym spotkaniu uzyskał natomiast Ryszard Tarasiewicz. 
Ciekawostka - Ziober nie tylko "zamknął" celnym trafieniem lata 80, ale zarazem otworzył nam kolejną dekadę. 2 lutego 1990 roku na wyjeździe Polska pokonała Iran 2:0 (1:0), łodzianin strzelił obie bramki, w tym pierwszą z rzutu karnego. 
Ogólnie dla tego zawodnika 1990 rok był jednym z najbardziej udanych w karierze. Tuż po świetnych zawodach, jakie rozegrał w czerwcu w towarzyskiej potyczce z finalistami włoskiego mundialu Belgami (1:1) sfinalizował transfer do francuskiego Montpellier, gdzie trenerem był wówczas Henryk Kasperczak. Ziober strzelił Belgom ładną bramkę po fenomenalnym rajdzie, aż wypadało żałować, że ten długowłosy zawodnik, znajdujący się w takim "gazie" nie pojedzie z reprezentacją na mistrzostwa do Italii... Niestety, kolejne lata dla wychowanka ŁKS w reprezentacji były już mniej spektakularne. Po raz ostatni wystąpił w kadrze w październiku 1993 roku w Turcji, w narodowych barwach wystąpił w sumie 46 razy, zdobył osiem goli. 
 
CZYTAJ WIĘCEJ: 

Hajto ostatni w latach 90.

Kolejne eliminacje do mundiali czy Mistrzostw Europy w latach 90., pod wodzą różnych selekcjonerów kończyły się niepowodzeniami, reprezentacyjna piłka znalazła się w głębokim "dołku", podczas gdy inne nacje coraz bardziej nam odjeżdżały. Na zakończenie dekady pokładaliśmy jeszcze nadzieje w trenerze Januszu Wójciku, który w 1992 roku wywalczył z reprezentacją olimpijską srebrny medal igrzysk w Barcelonie. Opiekunem pierwszej drużyny narodowej został dopiero pięć lat później, zdaniem wielu kibiców i jego podopiecznych, za późno. "Wójt" był jednak skonfliktowany z ówczesnymi władzami PZPN. W 1999 roku kadra pod jego wodzą rozgrywała decydujące mecze w eliminacjach do Mistrzostw Europy, wprawdzie po porażkach z Anglią (1:3 na wyjeździe) i Szwecją (0:1 u siebie) nadzieje na awans nieco stopniały, ale dzięki późniejszym zwycięstwom nad Bułgarią (2:0) i Luksemburgiem (3:2) nadal pozostawaliśmy w grze. 
 
18 sierpnia 1999 roku biało-czerwoni zagrali towarzysko z Hiszpanią na stadionie warszawskiej Legii. Była to próba generalna przed eliminacyjną potyczką z Anglią, którą rozegraliśmy trzy tygodnie później, także przy Łazienkowskiej. 
Pojedynek z ekipą z Półwyspu Iberyjskiego rozpoczęliśmy znakomicie, już w 7 minucie gola po strzale głową strzelił Tomasz Hajto, wtedy obrońca niemieckiego MSV Duisburg. Niestety, potem do głosu doszli piłkarze La Roja, którzy ostatecznie zwyciężyli 2:1. 
W spotkaniu o punkty z Anglikami Polska zremisowała 0:0, zabrakło skuteczności i szczęścia, choć po tym meczu jeszcze liczyliśmy się w walce o drugie miejsce w tabeli, premiowane awansem do baraży o awans na Euro 2000 w Belgii i Holandii. Niestety, porażka na pożegnanie eliminacji ze Szwecją 0:2 w Sztokholmie ostatecznie przekreśliła nasze szanse. Wójcik odszedł z reprezentacji, zaś trafienie Hajty przeciwko Hiszpanom okazało się tym ostatnim w latach 90... Popularny "Gianni" był czołową postacią kadry także w kolejnych latach, wystąpił z nią w mundialu w Korei Południowej i Japonii w 2002 roku, choć akurat gry w tamtym turnieju nie wspomina najlepiej. Po raz ostatni w reprezentacji pojawił się w lutym 2005 roku, kiedy w towarzyskim meczu w Grodzisku Wielkopolskim Polska przegrała z Białorusią 1:3. Selekcjonerem był wówczas Paweł Janas. Hajto (rocznik 1972) wypadł z kadry, nie znalazł się już w drużynie na mundial w Niemczech, który odbył się w 2006 roku. W reprezentacji zagrał w 62 pojedynkach, sześć razy trafiał do siatki rywali. 

Kryszałowicz przełamał niemoc

Na przełomie 1999 i 2000 roku Hajto musiał długo czekać, aż następny z jego kolegów trafi do siatki w meczu reprezentacji. Zmienił się selekcjoner, następcą Wójcika został Jerzy Engel, który zabrał się za przemeblowanie drużyny narodowej. Niestety, pierwsze mecze jego podopiecznych nie były zbyt udane, reprezentacja przegrywała lub bezbramkowo remisowała, wreszcie czas bez zdobytej bramki zaczęliśmy reprezentacji liczyć w... setkach minut. Dodając mecze z Anglią i Szwecją jesienią 1999 i cztery towarzyskie spotkania z pierwszej połowy 2000 roku wyszedł nam bilans ponad 660 minut, w których nie potrafiliśmy trafić do bramki przeciwników. 
Tę fatalną serię przełamał dopiero Paweł Kryszałowicz. W czerwcu 2000 roku strzelił gola w przegranym, towarzyskim boju z Holandią (1:3). Nasi rywale akurat szykowali się do roli współgospodarzy Mistrzostw Europy, wynik nie był żadnym zaskoczeniem, mimo porażki mogliśmy odetchnąć z ulgą, bowiem biało-czerwoni wreszcie przełamali strzelecką niemoc... 
Potem Kryszałowicz (rocznik 1974) stał się czołowym snajperem kadry za czasów Jerzego Engela, stanowił świetny duet z Nigeryjczykiem Emmanuelem Olisadebe, który dostał polskie obywatelstwo, zaś w eliminacjach do mundialu w 2002 roku był naszym najlepszym snajperem. 
 
Kryszałowicz pojechał z kadrą na mundial do Azji, strzelił bramkę w zwycięskim meczu "o honor" przeciwko USA, który wygraliśmy 3:1. W reprezentacji grał jeszcze za czasów Zbigniewa Bońka i Pawła Janasa, po raz ostatni wystąpił w niej we wrześniu 2004 roku na wyjeździe przeciwko Irlandii Północnej (3:0). W sumie "Kryszał" uzbierał 33 mecze w drużynie narodowej, zdobył 10 bramek. Trafienie w symbolicznym, 2000 roku było dla niego pierwszym w reprezentacyjnej karierze. 

Od Rybusa do Glika

"Pierwsze lata dwutysięczne" nasza reprezentacja kończyła pod wodzą trenera Franciszka Smudy. Za sobą mieliśmy już nieudane mundiale w Korei oraz Niemczech a także Mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii. Wspomniany szkoleniowiec dostał jesienią 2009 roku misję przygotowania kadry do finałów Euro 2012, których byliśmy współgospodarzem. Nie musieliśmy więc walczyć w eliminacjach, zaś formę pozostawało budować w spotkaniach towarzyskich, co oczywiście miało swoje plusy i minusy. 18 listopada 2009 roku w Bydgoszczy Polska pokonała Kanadę 1:0 (1:0) po golu Marcina Rybusa, wtedy gracza Legii Warszawa, dopiero zaczynającego swą reprezentacyjną przygodę. Do dziś uzbierał on 66 spotkań w kadrze, strzelił dwa gole, po raz ostatni zagrał w niej jesienią 2021 roku. 
 
2010 rok reprezentacja także witała pod wodzą Smudy, podczas Turnieju o Puchar Króla w Tajlandii. 17 stycznia Polska przegrała towarzysko z Danią 1:3 (1:1), gola uzyskał wówczas Sławomir Peszko (rocznik 1985, wtedy piłkarz Lecha Poznań). Zawodnik ten w narodowych barwach wystąpił w sumie w 44 meczach, zdobył dwa gole. Drugą dekadę XXI wieku kończyliśmy jako uczestnicy nieudanego Euro 2012 i mundialu 2018, ale za to z historycznym osiągnięciem, jakim był ćwierćfinał Mistrzostw Europy 2016. W 2019 roku reprezentację prowadził już Jerzy Brzęczek. 19 listopada na PGE Narodowym w Warszawie biało-czerwoni pokonali w eliminacjach do Mistrzostw Europy Słowenię 3:2 (1:1), ostatniego gola uzyskał Jacek Góralski, wcześniej do siatki ekipy z Bałkanów trafiali Sebastian Szymański i Robert Lewandowski. Góralski (rocznik 1992) do tej pory w narodowych barwach rozegrał 21 spotkań, na koncie ma tylko to jedno celne trafienie. Wcześniej występował z reprezentacją w mundialu w Rosji w 2018 roku. 
 
Lata 20. XXI wieku zainaugurowaliśmy także pod wodzą Brzęczka. Niestety, także futbolowy 2020 rok sparaliżowała pandemia koronawirusa, więc pierwsze spotkania kadra narodowa rozegrała dopiero pod koniec lata. 7 września, w meczu Ligi Narodów Polska pokonała Bośnię i Hercegowinę 2:1 (1:1) na wyjeździe. Gola zdobył najpierw Kamil Glik, potem kolejnego jego imiennik Grosicki. Glik (rocznik 1988) występował wtedy we włoskim klubie Benevento Calcio. Dziś ma na koncie 103 występy w reprezentacji i sześć strzelonych goli. Jak na razie ostatni pojedynek w biało-czerwonych barwach rozegrał na niedawnym mundialu w Katarze, w meczu przeciwko Francji (1:3) w 1/8 finału. 
PIOTR STAŃCZAK 
 
Pisząc tekst korzystałem z materiałów własnych oraz serwisu www.hppn.pl. 
 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne gwiazdy futbolu uświetnią 100-lecie Klubu Sportowego Warka. Będzie wielka feta

PIŁKA NOŻNA. Klub Sportowy Warka obchodzi 100-lecie istnienia. Wielka impreza jubileuszowa odbędzie się w sobotę 24 czerwca. Wśród uczestników jest Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. Jej mecz z oldbojami Warki komentować będzie Dariusz Szpakowski. 

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Polska - San Marino 1:0. Zamiast pogromu był wstyd! Bacciocchi: to my po meczu dawaliśmy autografy

PIŁKA NOŻNA. 28 kwietnia minie dokładnie 30 lat od sławetnego meczu Polska - San Marino w eliminacjach do Mistrzostw Świata w USA. Tamto spotkanie, które biało-czerwoni wygrali 1:0 pokazało, że żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć przed pierwszym gwizdkiem. Choć brzmi banalnie, to nasi piłkarze boleśnie o tym się przekonali...