Przejdź do głównej zawartości

Krzysztof Łyś: wielu pytało "Łysy, czemu Kielce?" A ja z Iskrą zdobyłem dwa mistrzostwa Polski!

PIŁKA RĘCZNA. Krzysztof Łyś był jednym z zawodników Iskry Kielce, którzy trzydzieści lat temu, wiosną 1993 roku wywalczyli pierwsze w historii tego klubu mistrzostwo Polski. Dziś swój czas dzieli między wypoczynkiem na działce pod Zamościem i pracą we Francji. 
Krzysztof Łyś, były gracz Iskry Kielce przy paryskiej Wieży Eiffela. Fot. Archiwum Prywatne
 
 
Trzydzieści lat to szmat czasu, jak wspominasz 1993 rok i to historyczne mistrzostwo? 
Krzysztof Łyś: - Spędziłem w Kielcach ładnych kilka lat. Zdobyłem z Iskrą to historyczne mistrzostwo kraju z 1993 roku, ale również mam na koncie następne, jakie zespół wywalczył rok później. Potem w kadrze zaczęły się już roszady, dochodzili nowi zawodnicy i ostatecznie odszedłem. Wcześniej występowałem w podstawowej "siódemce", na różnych pozycjach, jako kołowy, na środku rozegrania. Czułem, że jeszcze mogę pograć, natomiast miałem już na to coraz mniejsze szanse. Postanowiłem odejść do Niemiec. Kiedy wróciłem do kraju, przez cztery lata występowałem w Wiśle Puławy. Potem trafiłem do rodzinnego Zamościa i z Padwą awansowałem z trzeciej do drugiej ligi. Byłem już jednym z bardziej doświadczonych zawodników, w piłkę ręczną grałem nie dla finansowych apanaży, bo na co dzień pracowałem w Zamościu. Potem dostałem propozycję pracy w Paryżu, skorzystałem z niej. To był początek XXI wieku. Miałem już ponad 30 lat, kończyłem sportową karierę.
Jakie warunki mieliście w Kielcach, organizacyjne, finansowe?
- W ogóle do Kielc trafiłem jeszcze w 1988 roku z Padwy Zamość, miałem wtedy 19 lat, występowałem też w juniorskiej reprezentacji Polski, pojechałem z kadrą między innymi na turniej do Korei Północnej. Dostałem nawet powołanie do pierwszej reprezentacji od trenera Zenona Łakomego, ale tak się ułożyło, że nigdy w niej nie zagrałem. Kiedy otrzymałem wezwanie do wojska, skierowano mnie do służby w milicji. Trenowałem indywidualnie i jeździłem z drużyną na mecze. Grałem w Koronie, która wtedy była klubem wielosekcyjnym. Potem sekcja piłki ręcznej odłączyła się, powstała Iskra i już pod tym szyldem występowaliśmy przez kolejne lata. Czasy się zmieniały. 
Mieliśmy zapewnione etaty w Fabryce Łożysk Tocznych Iskra. Mogliśmy liczyć na stypendia, choć wiadomo, nie były to pieniądze i kontrakty na taką skalę jak obecnie. Kiedy zaczął wspierać nas Exbud i jego szef Witold Zaraska, to mogliśmy już liczyć na inne korzyści - na przykład koszulki adidasa, na mecze podróżowaliśmy już nowszym autokarem, na którym widniały reklamy firm - sponsorów klubu. 
Jeździliśmy też do Republiki Federalnej Niemiec, na zaproszenie tamtejszych klubów, wizy pomagał załatwiać Zbyszek Tłuczyński, już wtedy dobrze znany na tamtejszych boiskach. Podobnie było z wyjazdem do Francji, gdzie z kolei zapraszano nas ze względu na drugiego z braci Tłuczyńskich - Andrzeja.
Droga do tytułu mistrzowskiego w kraju była natomiast wyboista. 
- Pamiętam, że rok wcześniej ledwie utrzymaliśmy się w ówczesnej pierwszej lidze, by w następnym sezonie zdobyć pierwsze w historii mistrzostwo Polski. Trener Edward Strząbała stworzył mocną ekipę, przychodzili zawodnicy, którzy okazali się dużym wzmocnieniem. Narodziła się fajna atmosfera. Mecze odbywały się w starej hali przy ulicy Krakowskiej 72. To było dla nas cudowne miejsce. Kibice świetni, choć bywało i tak, że nie szczędzili nam cierpkich słów.  
Jak wspominasz trenera Strząbałę? 
- Kieleccy działacze i trenerzy obserwowali mnie już jako nastolatka. Zainteresowane mną były m.in. Wybrzeże Gdańsk, Stal Mielec, Hutnik Kraków, Anilana Łódź. 
Ja wybrałem Kielc, choć nie brakowało takich, którzy dziwili się tej decyzji. "Łysy, co ty zrobiłeś, czemu akurat tam?" - pytali (śmiech). Po latach okazało się, że miałem rację, bo Hutnik i Stal spadli z ligi, Wybrzeże po zmianach kadrowych już nie było tak mocne. Ja tymczasem po kilku latach gry w Kielcach świętowałem z Iskrą dwa mistrzostwa Polski. 
Strząbała był dla mnie jak drugi ojciec, cudowny człowiek. On ze Zbyszkiem Wdowiczem gościł u mnie w domu, kiedy rozmawialiśmy o moim przejściu do Kielc. Potem załatwili wszystko z Padwą Zamość i mogłem już przenosić się do nowego klubu. Nie pracowaliśmy razem tylko przez ten czas, kiedy Edward wyjechał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.  

Plakat Iskry Kielce, mistrza Polski z 1993 roku - z archiwum prywatnego Krzysztofa Łysia.


Obecnie nie masz już bezpośredniego kontaktu z piłką ręczną, natomiast wykonujesz pracę w dość ciekawym miejscu. Opowiedz o nim więcej.
- Już od osiemnastu lat pracuję w Paryżu, w stacjonarnej rewii cyrkowej Cirque Phenix, która powstała w centrum stolicy Francji. Za trzy lata mogę już odejść na emeryturę. Pracuję tam przez pół roku, drugie sześć miesięcy przebywam w Polsce. 
Należę do grupy pracowników technicznych. Nasze zadanie to coś posprzątać, pomalować, naprawić jakąś usterkę. Ja od czterech lat jestem także szefem biura rzeczy znalezionych. Na każdy spektakl przychodzi po kilka tysięcy osób, Francuzów, Anglików, są też Polacy i przybysze z innych krajów, więc nie brakuje też przedmiotów zagubionych. Artyści przyjeżdżają z różnych części świata. Najbardziej pracowite są piątki, soboty i niedziele, wtedy frekwencja w cyrku jest największa. W ubiegłym roku byli na przykład ci z Republiki Południowej Afryki, w tym spodziewamy się ekipy z chińskiego Szanghaju. W sumie Cirque Fenix działa już 21 lat, przerwę w swojej działalności miał tylko w czasie pandemii koronawirusa. Mieszkam pod Zamościem z moją drugą żoną, która uczy gry na fortepianie w dwóch szkołach muzycznych - w Zamościu oraz Szczebrzeszynku. Mam jedną, dorosłą już córkę. 
Obserwujesz, co dzieje się obecnie w kieleckiej piłce ręcznej, reprezentacji oraz w ogóle w naszym sporcie? Masz kontakt z dawnymi kolegami?
- Oczywiście, w miarę możliwości kibicuję naszym sportowcom, zobacz, jaką świetną robotę wykonują siatkarze. ZAKSA i Jastrzębski Węgiel zagrają w finale Ligi Mistrzów. Ekipa z Kędzierzyna-Koźla może trzeci raz z rzędu wygrać te rozgrywki. Oczywiście śledzę też, co dzieje się w kieleckim sporcie. Oczywiście mam kontakt z niektórymi dawnymi kolegami z Korony oraz Iskry, nie ze wszystkimi, bo część wyjechała zagranicę. Razem z małżonką gościłem w Kielcach między innymi na 25-leciu zdobycia pierwszego mistrzostwa Polski. Dostaję czasem zaproszenia, ale nie zawsze mogę skorzystać, bo akurat przebywam w pracy w Paryżu. Gdybym ponownie przyjechał do Kielc i chciał spotkać się ze wszystkimi, którzy tu pozostali, pewnie nie wyjechałbym stąd wcześniej, niż po tygodniu (śmiech). 
Dziękuję za rozmowę. 
PIOTR STAŃCZAK 

Kadra Iskry Kielce w sezonie 1992-93 

Bramkarze: Jerzy Sowiński (26 meczów w sezonie), Przemysław Paczkowski (21) i Tomasz Błaszkiewicz (1). Zawodnicy z pola: Artur Lipka (25 meczów/148 bramek), Henryk Luberecki (26/112), Marek Budny (26/102), Tomasz Malmon (26/62), Wojciech Zielonko (26/59), Andrzej Tłuczyński (18/48), Krzysztof Przybylski (23/46), Krzysztof Łyś (25/42), Zbigniew Robert (11/31), Wiktor Jaszczuk (26/22), Dariusz Wcisło (15/10), Jarosław Sieczka (3/0), Dawid Michałkiewicz (1/0).
Trener: Edward Strząbała. Wiceprezes: Andrzej Jung. Kierownik drużyny: Zbigniew Wdowicz. Lekarz: Krzysztof Dębowski. Masażysta: Jacek Kuk. (Autorzy i źródła: Paweł Kotwica - www.echodnia.eu, Dariusz Wikło - Słowo Ludu)

 
POLECAM: 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Euro 2024. Pierwszy trener Kacpra Urbańskiego zapewnia: jeszcze będzie o nim głośno! (WIDEO)

PIŁKA NOŻNA. Przed nami finały Mistrzostw Europy 2024 w Niemczech. W kadrze reprezentacji Polski znalazł się niespełna 20-letni Kacper Urbański, wychowanek Lechii Gdańsk, obecnie zawodnik włoskiego klubu FC Bologna. Młodego piłkarza wspomina jego pierwszy trener - Grzegorz Grzegorczyk z Akademii Piłkarskiej Lechii Gdańsk. 

Ryszard Staniek ciężko chory! Medalista olimpijski z Barcelony potrzebuje pomocy

PIŁKA NOŻNA. Ryszard Staniek, były piłkarz reprezentacji Polski oraz m.in. Górnika Zabrze i Legii Warszawa, uczestnik Ligi Mistrzów, jest ciężko chory. Ruszyła zbiórka pieniędzy na jego leczenie, rehabilitację oraz zakup samochodu. Liczy się każda złotówka!