Przejdź do głównej zawartości

Gabor Kiraly, legenda reprezentacji Węgier: gra w długich spodniach przynosiła szczęście

Gabor Kiraly to legendarny bramkarz piłkarskiej reprezentacji Węgier. Niespełna dwadzieścia lat temu na Stadionie Śląskim w Chorzowie zaliczył znakomity występ w meczu przeciwko Polsce. Wspominaliśmy tamto spotkanie i jednocześnie rozmawialiśmy o aktualnych drużynach narodowych biało-czerwonych oraz Madziarów. Czym zajmuje się dziś słynny golkiper? 
Gabor Kiraly, legendarny węgierski bramkarz wspomina mecze z Polską i naszych piłkarzy. Dziś prowadzi swój klub w rodzinnym mieście. Foto Kiralysport
 
 
Rozmawiamy tuż przed kolejnym mundialem. W 1986 roku reprezentacja Węgier po raz ostatni zagrała w finałach mistrzostw świata w Meksyku, odpadając w fazie grupowej. Był pan wtedy młodym chłopcem. Pamiętam pan tamten turniej i swoją drużynę narodową? 
- Tak pamiętam, miałem wtedy dziesięć lat. Dla Węgrów było to ważne wydarzenie, niestety, od tamtej pory nie wystąpiliśmy w mistrzostwach świata. Czekamy więc na to, aż nasza reprezentacja ponownie będzie rywalizowała w mundialu. Cieszy natomiast to, że zagraliśmy w dwóch ostatnich edycjach mistrzostw Europy, to jest pozytywny akcent naszego futbolu. 
W marcu 2003 roku, a więc niespełna dwadzieścia lat temu Polska zmierzyła się z Węgrami na Stadionie Śląskim w Chorzowie w eliminacjach do Mistrzostw Europy w Portugalii. Padł remis 0:0, pan był bohaterem swojego zespołu, powstrzymał pan polskich napastników i zachował czyste konto. 
- Pamiętam atmosferę tego meczu, była świetna. Graliśmy na dużym stadionie, wtedy był to chyba największy piłkarski obiekt w Polsce. Mnóstwo kibiców na trybunach, głośny doping. Sam pojedynek obfitował w walkę, nie brakowało zaciętych starć między piłkarzami obu zespołów. Jeśli chodzi o mnie - miałem tamtego wieczoru wiele pracy oraz interwencji. 
Z tamtej grupy do finałów mistrzostw Europy awansowały ostatecznie Szwecja i Łotwa. Zapytam natomiast o polskich zawodników. Kogo z naszych piłkarzy pamiętam pan najlepiej, niekoniecznie z tego grona, które wystąpiło w meczach Polska - Węgry w 2003 roku? 
- Mógłbym wymienić wiele nazwisk, między innymi polskich bramkarzy - Tomasza Kuszczaka, Jerzego Dudka, napastnika Artura Wichniarka, pomocnika Bartosza Karwana którzy podobnie jak ja występowali w Hercie Berlin. Przeciwko wielu tym zawodnikom grałem na boisku. 
Zawsze ceniłem polskich piłkarzy i w ogóle sportowców. Ze starszych graczy najlepiej pamiętam Zbigniewa Bońka. Pamiętam także z czasów gry w Berlinie, że w Pucharze UEFA walczyliśmy z polskim zespołem, który miał w składzie wysokiego napastnika. Przepraszam, ale nie pamiętam nazwy tamtej drużyny i piłkarza... 
Chodzi o Groclin Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski, zaś napastnik nazywa się Grzegorz Rasiak. Jesienią 2003 roku zespół ten wyeliminował Herthę w pierwszej rundzie Pucharu UEFA, w Berlinie był remis 0:0, w Grodzisku Wielkopolskim polska drużyna zwyciężyła 1:0 po golu samobójczym w końcówce. 
- Tak, to był bardzo groźny rywal i my o tym się przekonaliśmy na boisku. Z napastnikiem, o którym pan mówi, stoczyłem wiele zaciętych pojedynków w powietrzu, ale wszystko odbywało się fair.
Wielu kibiców, nie tylko polskich zapamiętało pana także z tego, że jako bramkarz występował pan najczęściej w spodniach dresowych, nie w spodenkach. Dlaczego, skąd taka osobista tradycja? 
- Kiedy zaczynałem w ogóle grę w piłkę nożną, na Węgrzech brakowało tak naprawdę boisk, które posiadałyby dobrą nawierzchnię. Gra w spodniach dresowych w duży stopniu chroniła więc nogi przed różnymi urazami. W czasie profesjonalnej kariery piłkarskiej, od 1994 do 2019 roku także najczęściej grałem w takim stroju. Czasem występowałem w krótkich spodenkach, ale przyznam, że nie było to dla mnie komfortowe. Lepiej i pewniej czułem się grając w długich spodniach. To przekładało się także na moją postawę na boisku. 
Pamiętam, że kiedy zaczynałem profesjonalną karierę, moja ówczesna drużyna nie przegrała ośmiu spotkań z rzędu. Uznałem, że to po prostu przynosi szczęście zarówno mnie jak i mojemu zespołowi. W kolejnych latach już tego nie zmieniałem. 
Zapisał się pan w historii futbolu, jako najstarszy uczestnik mistrzostw Europy. W 2016 roku, podczas turnieju we Francji bronił pan węgierskiej bramki mając już skończone czterdzieści lat. Co pan zapamiętał z tamtej imprezy? 
- Przede wszystkim cieszyłem się z tego, że mogłem w tym wieku wziąć udział w mistrzostwach, byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy, choć oczywiście nie jechałem tam tylko po to, żeby gromadzić jakieś pamiątki. Kosztowało mnie to oczywiście wiele pracy, bo dla 40-letniego zawodnika gra w takiej imprezie jest jednak wielkim wyzwaniem. Po 21 latach profesjonalnej gry w piłkę nożną pojechałem na wielki turniej, który obserwowało mnóstwo kibiców. Emocje, atmosfera, to wszystko było niesamowite. 
Porozmawiajmy o obecnej reprezentacji Węgier. W tym roku pokusiła się o duże niespodzianki w Lidze Narodów. Rozgromiła na wyjeździe Anglię 4:0 i pokonała Niemcy na ich terenie 1:0. Zwłaszcza te cztery gole na Wembley robią wrażenie. Dodam, że w Polsce na wygraną w meczu z Anglią czekamy 49 lat... 
- Myślę, że największym atutem reprezentacji Węgier jest to, iż grają bez presji, nie na wygórowanych oczekiwań, które paraliżowałyby nasz zespół na boisku. Dlatego też jesteśmy w stanie sprawiać niespodzianki. Podchodzimy z szacunkiem do każdego przeciwnika, ale jednocześnie nie boimy się rywali, także tych utytułowanych i renomowanych. Mamy zgrany kolektyw i dobrego szkoleniowca, Włocha Marco Rossiego, który jest znakomitym strategiem. Myślę, że to jest właśnie klucz do tego, że osiągamy takie wyniki. Podczas meczu na Wembley węgierska drużyna walczyła dzielnie, nie ograniczała się do obrony i tak już korzystnego rezultatu, ale cały czas atakowała, chciała zdobywać kolejne bramki. Sądzę, że w ogóle piłka nożna na Węgrzech krok po kroku rozwija się w dobrym kierunku, o czym świadczy choćby fakt, że zagraliśmy w dwóch kolejnych edycjach mistrzostw Europy.
Węgrów teraz zabraknie na mundialu w Katarze, wystąpi tam reprezentacja Polski. Jak pan sądzi, na jaki wynik stać naszą drużynę w tych mistrzostwach? 
- Myślę, że Polska ma solidny zespół, natomiast to, jaki wynik osiągnie, będzie zależało od wielu czynników. Pamiętajmy, że teraz wszystko będzie inne niż do tej pory - termin rozgrywania turnieju, pogoda. Jeśli wasza drużyna pozytywnie przejdzie aklimatyzację i odnajdzie się w tych warunkach, wtedy może powalczyć o dobre rezultaty w czasie turnieju. 
Czym zajmuje pan się obecnie, już po zakończeniu piłkarskiej kariery? 
- Nadal działam w futbolu, powróciłem w rodzinne strony na Węgrzech, jestem dyrektorem w klubie SE (Sportegyesület) Kiraly w mieście Szombathely, z którego pochodzę. Trenuje w nim 250 dzieci w różnym wieku, od przedszkolaków po starszych wychowanków. Nasz najstarszy zespół występuje w czwartej lidze, chcemy powalczyć o awans do trzeciej. Posiadamy bardzo dobrą infrastrukturę, mamy do dyspozycji hotel, miejsce do rehabilitacji. Ja chcę przekazać młodym ludziom swoje doświadczenia z czasów własnej zawodowej kariery, pomóc im w systematycznym rozwoju, aby stawali się coraz lepsi. To jest wyzwanie i razem ze swoimi współpracownikami w klubie staram się spełnić je jak najlepiej. 
Dziękuję za rozmowę. 
PIOTR STAŃCZAK 

Gabor Kiraly (rocznik 1976) pochodzi z miasta Szombathely. Piłkarską karierę zaczynał i kończył w miejscowym klubie Szombathely Haladas. Występował także w niemieckich zespołach: Hercie Berlin, Bayerze Leverkusen, TSV 1860 Monachium oraz klubach angielskich - Crystal Palace, Aston Villa, Burney FC, Fulham FC. W pierwszej reprezentacji Węgier grał w latach 1998-2016, ma na koncie 108 spotkań, wcześniej grał też w kadrach młodzieżowych do lat 19 i 21. Z dorosłą drużyną narodową wystąpił w finałach Mistrzostw Europy we Francji w 2016 roku. 

Skrót meczu Polska - Węgry w Chorzowie w marcu 2003 roku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne gwiazdy futbolu uświetnią 100-lecie Klubu Sportowego Warka. Będzie wielka feta

PIŁKA NOŻNA. Klub Sportowy Warka obchodzi 100-lecie istnienia. Wielka impreza jubileuszowa odbędzie się w sobotę 24 czerwca. Wśród uczestników jest Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. Jej mecz z oldbojami Warki komentować będzie Dariusz Szpakowski. 

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Polska - San Marino 1:0. Zamiast pogromu był wstyd! Bacciocchi: to my po meczu dawaliśmy autografy

PIŁKA NOŻNA. 28 kwietnia minie dokładnie 30 lat od sławetnego meczu Polska - San Marino w eliminacjach do Mistrzostw Świata w USA. Tamto spotkanie, które biało-czerwoni wygrali 1:0 pokazało, że żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć przed pierwszym gwizdkiem. Choć brzmi banalnie, to nasi piłkarze boleśnie o tym się przekonali...