Przejdź do głównej zawartości

Jak polskie kluby biły się o Ligę Mistrzów? Początki bolesne dla Lecha i Legii

PIŁKA NOŻNA. Raków Częstochowa przeszedł pierwszą rundę kwalifikacji do Ligi Mistrzów w sezonie 2023-24, eliminując estońską Florę Tallin. Dla zespołu spod Jasnej Góry jest to tak naprawdę dopiero początek batalii o to, aby dostać się do elity... Dziś przypominam, jak wyglądały pierwsze podejścia polskich klubów do Champions League, do momentu, aż w połowie lat 90. do zacnego grona awansowała wreszcie Legia Warszawa. Cóż, bywało słabo, niekiedy wręcz boleśnie... 
Były napastnik Jerzy Podbrożny (na pierwszym planie) dobrze pamięta pierwsze starania Lecha i Legii o Ligę Mistrzów. Dziś gra w Reprezentacji Gwiazd Piłkarzy Polskich. Fot. Piotr Stańczak
 
 
Wiosną 1992 roku FC Barcelona pokonała w finale Sampdorię Genua 1:0 po pamiętnym golu Ronalda Koemana i był to symboliczny koniec Pucharu Europy Mistrzów Krajowych, dotychczasowych rozgrywek dla najlepszych klubów z państw starego kontynentu. UEFA zdecydowała się wcielić w życie Ligę Mistrzów. Droga do grona ośmiu najlepszych zespołów (tyle ekip grało w niej w pierwszych edycjach) była jednak trudna i wyboista, również dla mistrzów Polski. 

Poznańska "lokomotywa" jako pierwsza 

Jesienią 1992 roku pierwsze, historyczne podejście do Champions League zanotował Lech Poznań. "Kolejorz" był w tamtym okresie najlepszą polską ekipą, posiadającą w składzie wielu doświadczonych ligowców, w tym i ówczesnych lub przyszłych reprezentantów Polski jak: Damian Łukasik, Kazimierz Moskal, Marek Rzepka, Jarosław Araszkiewicz, Jerzy Podbrożny, Mirosław Trzeciak. Jednym z filarów defensywy był na przykład Przemysław Bereszyński, ojciec Bartosza, obecnego reprezentanta kraju. Na środku obrony występował także młodziutki, 19-letni wtedy Jacek Bąk, który do Poznania przyszedł z lubelskiego Motoru, zaś już rok później, w 1993, zadebiutował w pierwszej reprezentacji Polski i grał w niej do 2008! 
 
W pierwszej rundzie kwalifikacyjnej Lech zmierzył się z mistrzem Łotwy, Skonto Ryga i tę przeszkodę sforsował bez większych problemów. W pierwszym meczu, w Poznaniu pokonał niżej notowanego rywala 2:0 (gole już do przerwy zdobyli Trzeciak i Podbrożny z rzutu karnego). W rewanżu na Łotwie padł bezbramkowy remis. Podopieczni Henryka Apostela, późniejszego selekcjonera reprezentacji Polski, mogli już szykować się do kolejnej batalii. W drugiej, decydującej o awansie do Ligi Mistrzów fazie kwalifikacji lechitom przyszło zmierzyć się ze znacznie bardziej wymagającym przeciwnikiem, szwedzkim IFK Goeteborg. 

Wspomnienia po starciach z gwiazdami Marsylii

Warto w tym miejscu dodać, że w Poznaniu jeszcze świeżo w pamięci tak kibice, jak i wielu piłkarzy miało wcześniejsze batalie Lecha na europejskiej arenie. Cztery lata wcześniej w drugiej rundzie Pucharu Zdobywców Pucharów zmierzył on się ze słynną FC Barceloną i odpadł dopiero po rzutach karnych w rewanżu na Camp Nou (oba spotkania kończyły się remisami 1:1). Z kolei w sezonie 1990-91 ekipa ze stolicy Wielkopolski w pierwszej rundzie Pucharu Europy wyeliminowała Panathinaikos Ateny (3:0 u siebie i 2:1 na wyjeździe), by w kolejnej powalczyć ze słynnym, naszpikowanym gwiazdami Olympique Marsylia. 
W pierwszym meczu poznańska "lokomotywa" zaskoczyła europejską potęgę początku lat 90. wygrywając 3:2! W rewanżu poległa już bezapelacyjnie 1:6, ale starcia z ówczesnym mistrzem Francji, którego trenował słynny Niemiec Franz Beckenbauer, przeszły do historii nie tylko poznańskiego klubu ale i polskiej piłki. 

Szwedzki futbol nam "nie leżał"

Część zawodników, którzy jesienią 1992 roku walczyli o historyczny awans do Ligi Mistrzów, pamiętało jeszcze dobrze starcia z Erikiem Cantoną, Jeanem Pierre-Papinem, Chrisem Waddlem czy innymi gwiazdami Marsylii. W Poznaniu wszyscy zdawali sobie sprawę o jaką stawkę (i oczywiście pieniądze) przychodzi im grać. 
 
Szwedzki IFK Goeteborg w tamtym czasie też jednak miał duże aspiracje, w ogóle początek lat 90. był bardzo dobrym okresem dla reprezentacji tego kraju (półfinał Mistrzostw Europy 1992, trzecie miejsce w mundialu 1994). Szwedzki futbol też należał to tych, który polskim piłkarzom nigdy specjalnie "nie leżał". W składzie IFK nie brakowało zresztą ówczesnych reprezentantów "Trzech Koron", m.in. byli to: bramkarz Thomas Ravelli, Pontus Kamark, Hakan Mild, Stefan Rehn, Johny Ekstroem. Piłkarze, którzy w gronie solidnych walczaków i rzemieślników potrafili jeszcze błysnąć techniką, skutecznością, kombinacyjną grą czy niekiedy - jak w przypadku bramkarza Ravellego - odrobiną ekstrawagancji. 

Goeteborg jak bokser

W pierwszym pojedynku w Goeteborgu lechici trzymali się dzielnie przez prawie cały mecz, bezbramkowy remis był w zasięgu, niestety, w 87 minucie fatalny błąd popełnił bramkarz poznaniaków Kazimierz Sidorczuk. Przepuścił piłkę po strzale Patrika Bengtssona z ponad 30 metrów i "Wikingowie" ze stadionu Gamla Ullevi odnieśli skromne, ale cenne zwycięstwo 1:0. Lech liczył jednak na to, że dwa tygodnie później, na własnym boisku, odrobi straty. 
 
Oczekiwania te boleśnie zweryfikowało boisko, bowiem na stadionie przy Bułgarskiej to szwedzka ekipa zaprezentowała się jak rasowy bokser punktujący bezbarwnego i bezradnego rywala. Po golach Ekstroema, Mikaela Nilssona oraz Milda IFK pewnie zwyciężył 3:0 (1:0). Szwedzi awansowali do elitarnej "ósemki", gdzie zresztą pokazali się z dobrej strony, bowiem w grupie ustąpili jedynie potężnemu AC Milanowi, zaś wyprzedzili w niej FC Porto oraz PSV Eindhoven. Polskim kibicom, na pocieszenie, pozostawało jedynie śledzić losy Tomasza Dziubińskiego oraz jego FC Brugge. Radomianin był pierwszym Polakiem w historii, który zdobył gola w Lidze Mistrzów. Dokonał tego w meczu z Glasgow Rangers (1:1) w marcu 1993 roku. 
 
POLECAM: 

Czarna jesień'93 dla polskiej piłki

Pierwsze podejście Lecha do Ligi Mistrzów pokazało, że najlepsze polskie drużyny mogą mieć duże problemy z tym, aby awansować do elity, zaś moc, wystarczająca do ogrywania rywali na krajowym podwórku, w starciu z silniejszymi europejskimi przeciwnikami jest zwyczajnie niewystarczająca. Los tak ułożył się dla "Kolejorza", że rok później, w 1993 roku, ponownie dostał szansę walki o Champions League. Po słynnej "niedzieli cudów" Polski Związek Piłki Nożnej odebrał mistrzowski tytuł Legii Warszawa (zaś wicemistrzowski ŁKS-owi Łódź), miano najlepszej drużyny w kraju przypadło więc trzeciemu w tabeli Lechowi. 
 
W pierwszej kwalifikacyjnej rundzie poznaniacy bez większego trudu poradzili sobie z mistrzem Izraela, Beitarem Jerozolima. U siebie wygrali 3:0 (gole: Moskal, Podbrożny z karnego, Trzeciak), zaś na wyjeździe 4:2 (po bramkach Łukasika, Trzeciaka, Podbrożnego oraz Jacka Dembińskiego). 
 
Niestety, w drugiej rundzie dostali bolesną lekcję futbolu od Spartaka Moskwa. Pierwsze spotkanie zakończyło się klęską 1:5 (1:3), jedyne celne trafienie zaliczył Podbrożny z karnego. Mistrz Rosji, naszpikowany takimi gwiazdami jak: Wiktor Onopko (zdobył dwa gole w Poznaniu), Walerij Karpin (jeden gol), Vladimir Bieszczastnych, Ilia Cymbalar czy Nikołaj Pisariew (dwa gole w stolicy Wielkopolski), dał popis skuteczności, nie pozostawiając poznaniakom najmniejszych złudzeń. 
Tamtego okresu nie wspomina dobrze bramkarz Lecha Jarosław Bako. Oprócz tego, że musiał pięć razy wyjmować piłkę z siatki w ważnym meczu pucharowym, to jesienią 1993 roku, regularnie, wraz z kolegami kadrowiczami, kapitulował w meczach reprezentacji Polski w eliminacjach do Mistrzostw Świata. To był czarny okres w dziejach naszego futbolu, niestety, porażki Lecha, też stały się jego niechlubną częścią... 

Podbrożny "plastrem" Onopki

W obliczu klęski 1:5 przy Bułgarskiej porażka 1:2 w rewanżu w Moskwie była takim wynikiem, który chyba trzeba było przyjąć z ulgą. Na początku meczu prowadzenie dał mistrzowi Rosji Karpin, ale jeszcze przed przerwą wyrównał Jacek Dembiński. Dopiero w 81 minucie szalę zwycięstwa na korzyść Spartaka przechylił Dmitrij Chlestow. Rywale mieli jednak pewną zaliczkę z Poznania, więc i w rewanżu u siebie na Łużnikach nie musieli grać z nożem na gardle. Tak czy inaczej, drugie z rzędu podejście "Kolejorza" do Ligi Mistrzów okazało się boleśnie nieudane. 

Starcia ze Spartakiem tak wspomina Jerzy Podbrożny. - Wystarczy przeanalizować skład Rosjan i przekonamy się, jakiego formatu byli to piłkarze. Przebieg rewanżu w Moskwie był już inny, ulegliśmy 1:2, ale trener (Jan Stępczak - przyp. autora) trochę wówczas eksperymentował. Nawet ja nie grałem normalnie w ataku, tylko dostałem zadanie, aby wyłączyć z gry Wiktora Onopko w środku pola. Przyznam, dziwny to był dla mnie ruch, ale ostatecznie sobie poradziłem. Musiałem natomiast dużo biegać za wysokim Onopką - gdy on stawiał jeden krok, ja musiałem zrobić dwa (śmiech). Zaliczyłem także asystę przy golu Jacka Dembińskiego, ale tak naprawdę nic nam to nie dało. Po pierwszym, wysoko przegranym spotkaniu u siebie chyba już tylko cud mógł przynieść nam awans - opowiada czołowy napastnik Lecha początku lat 90. 
 
 
CZYTAJ: 

Pierwsza próba Legii

Dla popularnego "Gumisia" historia jednak tak zatoczyła koło, że w następnym roku (1994) ponownie dostał szansę gry o awans do Ligi Mistrzów. Tym razem już jako zawodnik Legii Warszawa. "Wojskowi", mimo, że sezon 1993-94 zaczynali z bagażem minus czterech punktów (to kara za "niedzielę cudów" na finiszu poprzedniej edycji rozgrywek), to jednak wywalczyli tytuł najlepszej drużyny w kraju i też szykowali się do walki o Champions League. 
 
W kadrze Pawła Janasa nie brakowało zresztą zawodników, którzy pamiętali słynne spotkania z Sampdorią Genua i Manchesterem United w Pucharze Zdobywców Pucharów w 1991 roku. Wojciech Kowalczyk, Zbigniew Robakiewicz, Maciej Szczęsny, Leszek Pisz czy Marek Jóźwiak poznali smak rywalizacji z tymi właśnie potęgami. Skład Legii na przełomie trzech lat nieco się zmienił, doszli m.in. młodzi, waleczni: Krzysztof Ratajczyk oraz Marcin Jałocha, pewnym punktem w środku pomocy był Radosław Michalski. Na krajowym podwórku szalał duet napastników, właśnie wspomniani: "Kowal" i Podbrożny. 
 
 
POLECAM: 
 
Losowanie rywali, z którymi przyszło zmierzyć się w walce o Ligę Mistrzów (od 1994 roku liczyła ona już 16, nie jak dotąd osiem zespołów) w stolicy przyjęto z pewną ulgą (bo jednak Legia nie trafiła na silną Steauę Bukareszt), choć też i niepewnością. Mistrz Chorwacji, Hajduk Split, wprawdzie wtedy do potentatów w Europie nie należał, ale okazał się groźny i nieobliczalny. Miał w składzie indywidualności, piłkarzy dobrze wyszkolonych technicznie, szybkich i walecznych, czyli to wszystko, co przez lata cechowało drużyny z byłej Jugosławii. Stanowił jedyną przeszkodę dla Legii na drodze do elity, jak się okazało, zbyt mocną. 

Lekcja futbolu od "Hajduków"

W pierwszym pojedynku w Warszawie stanowili mur nie do obalenia dla napastników Legii. Swoją szansę zaś wykorzystali, konkretnie uczynił to Milan Rapaić. Hajduk odniósł zwycięstwo 1:0 i było wiadomo, że ta skromna zaliczka, wywieziona z boiska przeciwnika, daje mu świetną pozycję przed rewanżem w Splicie. Legia stanęła przed arcytrudnym zadaniem, wkrótce okazało się, że i niewykonalnym. Rewanż na gorącym terenie mistrza Chorwacji pogrążył legionistów, zakończył się porażką 0:4. 
Czara goryczy przelała się po przerwie, pierwsza połowa, zakończona bezbramkowym remisem, jeszcze dawała nadzieje... Po zmianie stron dla gole dla Hajduka zdobył Aljosa Asanović, trzeciego dołożyć Rapaić, zaś dzieła zniszczenia dokonał Tomislaw Erceg. Na domiar złego Legia kończyła spotkanie w dziesiątkę, bowiem w 90 minucie czerwoną kartkę ujrzał Ratajczyk. 
Mistrz Polski przekonał się o rosnącej sile chorwackiego futbolu, który znaczył coraz więcej (w 1998 roku reprezentacja tego kraju wywalczyła trzecie miejsce w mundialu we Francji, mając w składzie też niektórych piłkarzy, którzy cztery lata wcześniej grali przeciwko legionistom). 
 
Choć Liga Mistrzów została w pierwszej połowie lat 90. powiększona z ośmiu do 16 drużyn, dla mistrzów Polski wcale nie oznaczało to łatwiejszej drogi do elity. Na szczęście rok później, w sierpniu 1995, Legia wyciągnęła wnioski ze swojego pierwszego, nieudanego podejścia i w eliminacjach odprawiła, nomen omen, dobrze już znany IFK Goeteborg. Historyczny awans polskiego klubu do Ligi Mistrzów stał się faktem, zaś w 1996 sukces ten powtórzył Widzew Łódź. Potem znów mieliśmy długie lata posuchy, straconych szans, nadziei, pełnych rozczarowań, ale... to już temat na inną opowieść. 
PIOTR STAŃCZAK

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne gwiazdy futbolu uświetnią 100-lecie Klubu Sportowego Warka. Będzie wielka feta

PIŁKA NOŻNA. Klub Sportowy Warka obchodzi 100-lecie istnienia. Wielka impreza jubileuszowa odbędzie się w sobotę 24 czerwca. Wśród uczestników jest Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. Jej mecz z oldbojami Warki komentować będzie Dariusz Szpakowski. 

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Polska - San Marino 1:0. Zamiast pogromu był wstyd! Bacciocchi: to my po meczu dawaliśmy autografy

PIŁKA NOŻNA. 28 kwietnia minie dokładnie 30 lat od sławetnego meczu Polska - San Marino w eliminacjach do Mistrzostw Świata w USA. Tamto spotkanie, które biało-czerwoni wygrali 1:0 pokazało, że żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć przed pierwszym gwizdkiem. Choć brzmi banalnie, to nasi piłkarze boleśnie o tym się przekonali...