Pierwszy trener wicemistrza olimpijskiego Kacpra Tomasiaka: woda sodowa mu nie grozi!
SPORTY ZIMOWE. 19-letni Kacper Tomasiak został wicemistrzem olimpijskim w skokach narciarskich. Sukces swojego dawnego zawodnika w zimowych igrzyskach Mediolan - Cortina d'Ampezzo 2026 wzbudził ogromną radość w jego macierzystym klubie - KS Klimczok Bystra. Jak rodził się talent świeżo upieczonego srebrnego medalisty? Wspomina Jarosław Konior, jego pierwszy, klubowy trener.
Kacper Tomasiak zaczynał skakać na nartach pod okiem trenera Jarosława Koniora (z lewej). Zdjęcia: LKS Klimczok Bystra.
Kacper Tomasiak zajął drugie miejsce w olimpijskim konkursie na normalnej skoczni w Predazzo. W pierwszej serii zaliczył 103 metry i plasował się na czwartej pozycji. W drugiej, decydującej wylądował na 107 metrze! Ostatecznie zainkasował 270.7 punktu i wywalczył srebrny medal, ustępując tylko Niemcowi Philippowi Raimundowi (102 i 106,5 m, 274.1 pkt.). Na trzecim miejscu znaleźli się ex equo: Szwajcar Gregor Deschwanden (106 i 107 m, 266 pkt.) oraz Japończyk Ren Nikaido (101 i 106,5 m, 266).
Wyniki pozostałych, naszych reprezentantów (zakończyli zmagania po pierwszej serii).
- 35. Paweł Wąsek (97,5 m, 119.8 pkt.),
- 38. Kamil Stoch (100 m, 119.2).
O sukcesie Kacpra rozmawiałem kilkanaście godzin po olimpijskim konkursie z jego pierwszym trenerem Jarosławem Koniorem z klubu LKS Klimczok Bystra.
Piotr Stańczak: Panie trenerze, gratulacje! Srebro olimpijskie Kacpra Tomasiaka, waszego wychowanka, to również wielkie święto dla waszego klubu. Wróćmy do przeszłości - pamięta pan wasze pierwsze spotkanie na skoczni, pierwsze treningi?
Jarosław Konior: - Dziękuję, to rzeczywiście historyczna chwila dla nas wszystkich. Zaczęło się dość naturalnie. Znałem tatę Kacpra, pana Wojtka, który sam jest trenerem i zarazem byłym biegaczem narciarskim. To on przyprowadził Kacpra na treningi, który był wtedy, o ile dobrze pamiętam, w drugiej klasie szkoły podstawowej. Tomasiakowie mieszkali wtedy w Bielsku-Białej i tata po prostu przywiózł go na skocznię do Bystrej. Pamiętam, że zanim na dobre zaczął regularne treningi u nas, pojechał już na zawody do Wisły i właściwie od tego momentu ruszyła jego kariera. Może wówczas była to jeszcze bardziej przygoda, niż kariera. Właściwie jakąś przerwę w tamtym okresie miał tylko wtedy, gdy przygotowywał się do Pierwszej Komunii.
Wspomniał Pan o tacie Kacpra, ale z tego co wiem, cała rodzina Tomasiaków jest bardzo usportowiona. Czy to domowe zaplecze miało kluczowy wpływ na to, kim Kacper jest dzisiaj?
- Bez wątpienia tak. To rodzina, która sport ma we krwi. Rodzice pochodzą z Nowego Sącza, ale los rzucił ich do Bielska-Białej. Tata, Wojtek, po ukończeniu AWF-u w Krakowie został wychowawcą w internacie Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Mama, pani Kinga, jest pedagogiem i psychologiem szkolnym. To niezwykle ważne połączenie – z jednej strony fachowa wiedza sportowa ojca, z drugiej ogromne wsparcie emocjonalne i psychologiczne matki. Rodzeństwo też próbuje sił w sporcie! Kacper to najstarszy z czwórki chłopaków. Jest jeszcze Konrad, który też świetnie skacze i startuje w zawodach rangi FIS, oraz młodszy Filip, który już rywalizuje na małych obiektach. Jest też siostra i najmłodszy, trzyletni braciszek. To dom pełen pasji, w którym Kacper zawsze mógł liczyć na wsparcie. Ja prowadziłem go w pierwszych latach, później trenował pod okiem Bartłomieja Kłuska, zarówno u nas w klubie jak i później, w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku-Buczkowicach. Kolejnym trenerem Kacpra był Sławomir Hankus, obecnie w kadrze prowadzi go Maciej Maciusiak.
Kacper od początku odnosił sukces w skokach - wspomina trener Jarosław Konior.
Wróćmy do tych początkowych lat. Często mówi się, że trener już przy pierwszym skoku widzi „to coś”. Czy w przypadku Kacpra od razu było wiadomo, że mamy do czynienia z talentem czystej wody? Czy może jednak ten jego talent rozkwitał powoli, systematycznie.
- Tak, można dostrzec niemal od razu, ocenić, czy dziecko ma to „czucie”, czy się nadaje do skakania. Oczywiście w klubie przyjmujemy wszystkich, bo talent to jedno, ale ciężką pracą też można wiele nadrobić.
- Tak, można dostrzec niemal od razu, ocenić, czy dziecko ma to „czucie”, czy się nadaje do skakania. Oczywiście w klubie przyjmujemy wszystkich, bo talent to jedno, ale ciężką pracą też można wiele nadrobić.
Kacper od początku po prostu wyróżniał na tle rówieśników wynikami sportowymi i dojrzałością.
Już jako dziecko seryjnie wygrywał zawody krajowe, wtedy jeszcze w cyklu Lotos Cup (obecnie Orlen Cup), potrafił triumfować w klasyfikacjach generalnych. Wygrywał też za granicą, na przykład w Niemczech, a w wieku 12 lat został nieoficjalnym mistrzem świata dzieci w Ruhpolding. Od samego początku był zawodnikiem wiodącym, wskoczył do ścisłej, krajowej czołówką w swojej kategorii wiekowej. Co ciekawe, był drobnej postury i na rynku właściwie nie sposób było dostać tak krótkich nart do skakania, jakie były mu potrzebne. Dlatego jego tata, Wojtek, własnoręcznie przycinał dłuższe narty, żeby dopasować je do wzrostu syna. Sam montował wiązania tak, żeby Kacper mógł bezpiecznie skakać i nie zrobił sobie krzywdy. Pamiętam jego pierwsze zawody w Wiśle, na malutkiej skoczni – zaliczył wtedy jakieś 6,5 czy 7 metrów, właśnie na tych skróconych nartach od taty zaczął swoją drogę do wicemistrzostwa olimpijskiego.
Przejdźmy do strony mentalnej. Skoki to sport dla ludzi o stalowych nerwach. Kacper musiał wypracować tę odporność, czy to cecha wrodzona? Po zdobyciu srebra w Predazzo wielu komentatorów, ekspertów podkreślało jego silną, mimo młodego wieku, psychikę.
- Zdecydowanie jest to jego wrodzona cecha. On od dziecka był niezwykle odważny. Gdy inne dzieci się wahały, pytały, czy mogą pójść na większy obiekt jutro albo czy muszą skakać dzisiaj, Kacper nigdy nie miał z tym problemu.
- Zdecydowanie jest to jego wrodzona cecha. On od dziecka był niezwykle odważny. Gdy inne dzieci się wahały, pytały, czy mogą pójść na większy obiekt jutro albo czy muszą skakać dzisiaj, Kacper nigdy nie miał z tym problemu.
Jeśli mówiłem: „Kacper, idziemy na trzydziestkę” albo „na czterdziestkę” (skocznia o punkcie konstrukcyjnym K-30, K-40 - przyp. autora), on po prostu brał narty i... ruszał!
Ten brak lęku przed większymi skoczniami i twarde stąpanie po ziemi to pozostały z nim do dziś. Charakteryzuje go mocny mental.
Czy Pan, jako trener znający go od dziecka, spodziewał się, że to aż tak „odpali” właśnie teraz, w czasie igrzysk?
- Szczerze mówiąc, gdybyśmy rozmawiali w listopadzie czy grudniu ubiegłego roku, to wyjazd Kacpra na igrzyska wydawał się mało prawdopodobny. Plan był inny: starty w Pucharze Świata i walka o medal w Mistrzostwach Świata Juniorów. Wygrał klasyfikację generalną Pucharu Interkontynentalnego na igielicie. W trakcie sezonu było jednak widać, że forma rośnie. Dwa piąte miejsca w zawodach Pucharu Świata, jedno ósme, wreszcie jedenaste w klasyfikacji Turnieju Czterech Skoczni.... Trener Maciusiak zalecił mu przerwę przed samymi igrzyskami, Kacper nie startował w Mistrzostwach Świata w lotach narciarskich ani PŚ w Willingen. Trenował w Zakopanem i stamtąd dochodziły do mnie sygnały, że skacze tam fenomenalnie.
Czy Pan, jako trener znający go od dziecka, spodziewał się, że to aż tak „odpali” właśnie teraz, w czasie igrzysk?
- Szczerze mówiąc, gdybyśmy rozmawiali w listopadzie czy grudniu ubiegłego roku, to wyjazd Kacpra na igrzyska wydawał się mało prawdopodobny. Plan był inny: starty w Pucharze Świata i walka o medal w Mistrzostwach Świata Juniorów. Wygrał klasyfikację generalną Pucharu Interkontynentalnego na igielicie. W trakcie sezonu było jednak widać, że forma rośnie. Dwa piąte miejsca w zawodach Pucharu Świata, jedno ósme, wreszcie jedenaste w klasyfikacji Turnieju Czterech Skoczni.... Trener Maciusiak zalecił mu przerwę przed samymi igrzyskami, Kacper nie startował w Mistrzostwach Świata w lotach narciarskich ani PŚ w Willingen. Trenował w Zakopanem i stamtąd dochodziły do mnie sygnały, że skacze tam fenomenalnie.
Zdawałem sobie sprawę, że jeśli w konkursie olimpijskim na normalnej skoczni będzie po pierwszej serii na przykład na 5-6 miejscu, wtedy w drugiej może powalczyć o medal.
On po pierwszej serii był czwarty i ostatecznie wskoczył na podium. Wiedziałem, wcześniej, że jest duża szansa, ale wiadomo - skoki to loteria. Historia igrzysk olimpijskich już wiele razy pokazała, że może dojść do niespodzianek. Taki właśnie skład podium przed poniedziałkowym konkursem też trudno było przewidzieć. Gdzie Słoweńcy, Austriacy, Norwegowie? Pozostali bez medalu! Kiedy na treningach olimpijskich zajmował drugie i piąte miejsce, wiedzieliśmy, że medal jest w zasięgu ręki, zwłaszcza na skoczni normalnej, gdzie kluczowa jest siła odbicia z progu.
Sam konkurs był niesamowicie emocjonujący. Czwarty po pierwszej serii, ostatecznie na drugim stopniu podium. Co Pan czuł w tamtym momencie?
- Założyłem sobie wcześniej, że jeśli po pierwszej serii będzie w okolicach piątego-szóstego miejsca, to w finale zaatakuje medal. Był czwarty, więc wiedziałem, że stać go na wszystko. Skoki bywają loteryjne, ale Kacper wytrzymał to psychicznie. Gdy na górze został już tylko ostatni zawodnik, Philipp Raimund, a my wiedzieliśmy, że Kacper ma co najmniej srebro, przez moment pomyślałem nawet o Mazurku Dąbrowskiego... Niemiec ostatecznie wygrał, ale może dzięki temu Kacper będzie miał większą motywację do walki o złoto w przyszłości.
Sam konkurs był niesamowicie emocjonujący. Czwarty po pierwszej serii, ostatecznie na drugim stopniu podium. Co Pan czuł w tamtym momencie?
- Założyłem sobie wcześniej, że jeśli po pierwszej serii będzie w okolicach piątego-szóstego miejsca, to w finale zaatakuje medal. Był czwarty, więc wiedziałem, że stać go na wszystko. Skoki bywają loteryjne, ale Kacper wytrzymał to psychicznie. Gdy na górze został już tylko ostatni zawodnik, Philipp Raimund, a my wiedzieliśmy, że Kacper ma co najmniej srebro, przez moment pomyślałem nawet o Mazurku Dąbrowskiego... Niemiec ostatecznie wygrał, ale może dzięki temu Kacper będzie miał większą motywację do walki o złoto w przyszłości.
Medal olimpijski to największe możliwe wyróżnienie sportowe, cenniejsze niż jakiekolwiek puchary. Kacper może startować w igrzyskach także za cztery lata, osiem, nawet dwanaście.
Ten medal to ogromny impuls dla LKS Klimczok Bystra. Jak to wpłynie na klub i na samego Kacpra? Wokół niego diametralnie zmieni się rzeczywistość. Wywiady, spotkania, popularność...
- Dla naszego klubu to coś niesamowitego. Warto dodać, że mamy 104 lata historii, wychowaliśmy takich zawodników jak Kuba Wolny czy Jan Habdas, ale Kacper to nasz pierwszy medalista olimpijski. Jesteśmy małym klubem, nie z Wisły, Szczyrku czy Zakopanego, ale z Bystrej w gminie Wilkowice, a u nas pierwsze kroki na skoczni stawiał przyszły wicemistrz olimpijski! To przyciągnie dzieciaki, już teraz mamy około 50-55 młodych zawodników, tylko samych skoczków, bo trenują u nas także biegacze narciarscy. Po tym sukcesie pewnie będzie ich jeszcze więcej, jest dobra atmosfera, zarząd klubu działa sprawnie, pomagają rodzice. Ta liczba to tylko skoczkowie
- Dla naszego klubu to coś niesamowitego. Warto dodać, że mamy 104 lata historii, wychowaliśmy takich zawodników jak Kuba Wolny czy Jan Habdas, ale Kacper to nasz pierwszy medalista olimpijski. Jesteśmy małym klubem, nie z Wisły, Szczyrku czy Zakopanego, ale z Bystrej w gminie Wilkowice, a u nas pierwsze kroki na skoczni stawiał przyszły wicemistrz olimpijski! To przyciągnie dzieciaki, już teraz mamy około 50-55 młodych zawodników, tylko samych skoczków, bo trenują u nas także biegacze narciarscy. Po tym sukcesie pewnie będzie ich jeszcze więcej, jest dobra atmosfera, zarząd klubu działa sprawnie, pomagają rodzice. Ta liczba to tylko skoczkowie
Co do Kacpra... gdybym miał mu coś doradzić jako jego pierwszy trener, to powiedziałbym: „Kacper, bądź taki, jak przed igrzyskami”.
Spokojny, bez zbędnych emocji. Woda sodowa mu nie grozi, ma silne oparcie w rodzinie. On po prostu musi dalej robić swoje, bo poprawił atmosferę wokół polskich skoków w momencie, gdy ci bardziej doświadczeni zaczęli już zawodzić.
Wspomniał Pan o skoczni normalnej jako jego atucie. Czy na dużym obiekcie, w najbliższą sobotę, stać go na kolejny krążek?
- Na dużej skoczni ważniejsza jest faza lotu, którą Kacper musi jeszcze odrobinę dopracować. Teoretycznie mniejsza skocznia bardziej mu „leżała”, ale po takim sukcesie, po takim „sportowym kopie”, jaki dostał w poniedziałek w Predazzo, wszystko jest możliwe. On ma teraz ogromną pewność siebie. Zobaczymy, co pokażą najbliższe treningi, ale on już nic nie musi, tylko może. Presja zeszła, została czysta radość ze skakania.
Dziękuję za rozmowę.
Wspomniał Pan o skoczni normalnej jako jego atucie. Czy na dużym obiekcie, w najbliższą sobotę, stać go na kolejny krążek?
- Na dużej skoczni ważniejsza jest faza lotu, którą Kacper musi jeszcze odrobinę dopracować. Teoretycznie mniejsza skocznia bardziej mu „leżała”, ale po takim sukcesie, po takim „sportowym kopie”, jaki dostał w poniedziałek w Predazzo, wszystko jest możliwe. On ma teraz ogromną pewność siebie. Zobaczymy, co pokażą najbliższe treningi, ale on już nic nie musi, tylko może. Presja zeszła, została czysta radość ze skakania.
Dziękuję za rozmowę.
POLECAM:
NOWOŚĆ! Magazyn Na biało-czerwonym szlaku.



Komentarze
Prześlij komentarz