PIŁKA NOŻNA. Reprezentacja Polski, w odstępie trzech dni rozegrała dwa mecze towarzyskie - najpierw przegrała z Ukrainą 0:2, by następnie zremisować z Nigerią 2:2. Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że to pewien krok w tył w porównaniu z tym, co drużyna Jana Urbana prezentowała jeszcze wczesną jesienią ubiegłego roku.
Przemysław Wiśniewski zdobył piękną bramkę w meczu z Nigerią. Zdjęcia Piotr Stańczak.
- To tylko sparingi, nie przywiązujmy wielkiej wagi do ich wyników, to czas na sprawdzanie różnej taktyki, ustawień, zawodników - takie oto stare, wyświechtane powiedzenie słyszymy właściwie od dziesięcioleci. Nie sposób zresztą nie zgodzić się z nim. Oczywiście, że wyniki takich spotkań nie są najważniejsze, ale z drugiej strony lepiej cieszyć się ze zwycięstw niż z porażek. Te drugie podobno więcej uczą, ale w przypadku polskich piłkarzy z tym wyciąganiem wniosków po niepowodzeniach też różnie bywa.
Spokoju nie zyskaliśmy
Kiedy Biało-Czerwoni przegrali baraż ze Szwecją, wielu z nas, dziennikarzy, kibiców, czuło wielki żal, największy towarzyszył zawodnikom oraz selekcjonerowi, bo przecież ich pojedynek ze Skandynawami mógł zakończyć się zgoła inaczej. Cóż, smucimy się nadal, że za chwilę startuje amerykański mundial a nas w nim zabraknie. Takie życie.
Jeśli oczekiwaliśmy, że mecze towarzyskie Polski z Ukrainą we Wrocławiu oraz Nigerią w Warszawie uspokoją nas, pokażą, że kadra idzie w dobrym kierunku i rośnie w siłę, to jednak musieliśmy stonować optymistyczne nastroje. Podsumuję krótko bez pudrowania rzeczywistości - spotkanie przeciwko naszym wschodnim sąsiadom, kompletnie Polakom nie wyszło, zaś przeciwko Nigerii było nieco lepiej, ale też byliśmy zmuszeni gonić wynik. Piękny gol na 2:2, którego w końcówce strzelił Nigeryjczykom Przemysław Wiśniewski, poprawił nieco humory i tylko tyle.
Początki kadry Urbana były lepsze
Ja osobiście nie doszukałem się w grze reprezentacji czegoś nowego, jakichś elementów zaskoczenia, nadal gramy zrywami - mamy bardzo dobre 20 minut, a potem problemy. Jan Urban zadebiutował jako selekcjoner kadry we wrześniu ubiegłego roku, nikt, ktokolwiek zna się na piłce, nie powie, że od tamtej pory drużyna narodowa zanotowała jakiś większy progres. Nie prezentowała się lepiej niż w spotkaniu przeciwko Holandii na wyjeździe, Finlandii w Chorzowie czy nawet Litwie w eliminacjach do mundialu.
Jan Urban (trzeci z lewej) ze swym sztabem przed meczem Polska - Finlandia w Chorzowie. Drugi z prawej nieżyjący już asystent selekcjonera, Jacek Magiera.
Nie kupuję tłumaczenia, że to były mecze o punkty a te ostatnie jedynie towarzyskie. Sparingi również są świetną okazją do pokazania dobrej formy, ciekawych rozwiązań, szczególnie, że ludzie chcą oglądać reprezentację, kupują bilety, pokonują setki kilometrów, aby ją dopingować, wcześniej wydając niemałe pieniądze na bilety. Coś więc tym ludziom się należy ze strony piłkarzy. Nie kupuję słów Jana Urbana, który po spotkaniu z Ukrainą wspominał, że zawodnicy są już na wakacjach po sezonie. To są profesjonaliści, wiedzą, z czym wiąże się gra w reprezentacji kraju.
Zresztą, za sparing to można uznać potyczkę na przykład Powiślanki Lipsko z Orłem Wierzbica w połowie lipca (nie ujmując niczego tym zespołom ☺) a nie starcie kadry w obecności 40 czy 50 tysięcy kibiców...
Trudny moment dla selekcjonera
Jan Urban zyskał na starcie wielką przychylność kibiców i mediów, zjednał sobie zawodników i oby ta fala trwała jak najdłużej. Podtrzymać mogą ją jednak tylko udane spotkania i zwycięstwa. Paradoksalnie teraz selekcjoner znalazł się w trudniejszym momencie swej pracy z kadrą niż niespełna rok temu.
Można powiedzieć, że jego i drużynę dopadła "proza życia" - przyszły pierwsze porażki, pierwsze wyraźniejsze słowa medialnej krytyki, pojawiają się pytania o to, na kogo postawić, jakie nowe twarze wprowadzić do zespołu, jak obronić swoje wybory, powołując takich, a nie innych piłkarzy. To jednak normalne, Urban to człowiek doświadczony i zdaje sobie sprawę z tego, że po fali wznoszącej przychodzą też słabsze momenty. Kwestia jest taka, aby powrócić znów na tę pierwszą.
Potrzebny progres formy
Prawdziwe wyzwania to Liga Narodów a później eliminacje do Euro 2028. Dobrze byłoby, aby reprezentacja pokazała już we wrześniu czy październiku wyraźny progres formy. Jeśli zaprezentuje się podobnie, jak rok wcześniej przeciwko Holendrom czy Finom, to będzie znaczyło, że zwyczajnie stoimy w miejscu. Ostatnie mecze towarzyskie we Wrocławiu i Warszawie nie przyniosły bynajmniej spokoju co do przyszłości i gry kadry.
POLECAM:
To znajdziecie na blogu "Na biało-czerwonym szlaku". Wideo Piotr Stańczak.







0 komentarze:
Prześlij komentarz