661 minut Polski bez gola! Od Hajty do Kryszałowicza i "Cztery pokoje" w tle
PIŁKA NOŻNA. Na przełomie 1999 i 2000 roku, u zarania XXI wieku, nasza reprezentacja wpadła w strzelecki marazm. O tym, że "od kilkuset minut polscy piłkarze nie strzelili gola" śpiewał nawet Kazik Staszewski! Całe szczęście, że nasi kadrowicze pod wodzą Jerzego Engela odblokowali się w najważniejszym momencie - już w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Korei Południowej i Japonii.
Paweł Kryszałowicz (w środku) jako prezes Gryfa Słupsk. 25 lat temu to on przełamał strzelecką niemoc reprezentacji Polski. Foto Gryf.
O piosence "Cztery pokoje" napiszę nieco później, zacznijmy od czysto futbolowych wątków. W drugiej połowie 1999 roku nasza reprezentacja, wówczas pod wodzą selekcjonera Janusza Wójcika, szykowała się do decydujących spotkań w eliminacjach do Mistrzostw Europy 2000 w Belgii oraz Holandii. Wprawdzie na koncie miała już porażki z najgroźniejszymi rywalami: Anglikami (1:3 na wyjeździe) oraz Szwedami (0:1 u siebie), ale dzięki zwycięstwom w dwumeczach z Bułgarią i Luksemburgiem, nadal zachowywała szanse na awans do Euro lub choćby grę w barażu.
Hajto trafił z Hiszpanią
Na początku września Polacy mieli podjąć w Warszawie Anglię, miesiąc później czekał ich wyjazd do szwedzkiego Sztokholmu. Próbą generalną dla naszej reprezentacji było towarzyskie spotkanie z Hiszpanią 18 sierpnia na starym stadionie Legii. Drużyna rywala najlepsze lata w swojej historii miała wprawdzie dopiero przed sobą, ale była to jednak uznana, wyżej notowana od nas firma. Tym więcej radości przyniosła nam bramka Tomasza Hajty w 7 minucie. "Gianni" dał Polakom prowadzenie po precyzyjnym strzale głową. Ostatecznie tego meczu nie udało się wygrać ani nawet zremisować. W drugiej połowie do siatki "Biało-Czerwonych" trafili Fernando Morientes i Pedro Munitis, przegraliśmy 1:2.
Niedosyt po Wójciku
Trzy tygodnie później, także na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej, Polacy zremisowali z jednym z faworytów grupy, Anglią 0:0. Mieli prawo czuć niedosyt, bo zwycięstwo było w zasięgu, gra także wyglądała nieźle, niestety, szwankowała skuteczność (najlepsze okazje strzeleckie zmarnował Radosław Gilewicz).
Mimo wszystko gra w barażu nadal była w naszym zasięgu. Wystarczyło tylko nie przegrać na Rasundzie w stolicy Szwecji. Niestety, sprawdził się najgorszy scenariusz. Polacy po bezbarwnym pojedynku ulegli graczom spod znaku Trzech Koron 0:2 i tym samym pogrzebali swoje szanse na awans do Euro, jednocześnie kończąc upiorne dla polskiej reprezentacji lata 90 minionego wieku...
Jerzy Engel "nową miotłą"
Janusz Wójcik pożegnał się ze stanowiskiem, zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej z prezesem Michałem Listkiewiczem na czele, postanowił dać szansę Jerzemu Engelowi, trenerowi przed laty związanemu choćby z Legią Warszawa, później pracował na Cyprze aż wreszcie w połowie lat 90. został dyrektorem sportowym Legii, w czasach, kiedy występowała ona w Lidze Mistrzów. W sezonie 1999-2000 razem z Dariuszem Wdowczykiem prowadził inny stołeczny klub - Polonię. Kilka miesięcy po tym, jak Engel został selekcjonerem reprezentacji, popularne "Czarne koszule" wywalczyły mistrzostwo Polski, Puchar Ligi oraz superpuchar kraju.
Jerzy Engel postanowił przebudować reprezentację, pożegnał się z niektórymi zawodnikami, występującymi w kadrze jeszcze za czasów Wójcika. Zaczął odważnie stawiać na nowych - braci Marcina i Michała Żewłakowów, Jacka Krzynówka, Pawła Kryszałowicza, dał większy niż poprzednicy kredyt zaufania Radosławowi Kałużnemu (a ten odpłacił się trenerowi golami w eliminacjach do azjatyckiego mundialu). Postawił na doświadczonych już wtedy reprezentantów jak Piotr Świerczewski, Marek Koźmiński, Tomaszów - Wałdocha i Hajtę czy Jacka Bąka. Próbował, testował, ale - niestety - w pierwszym miesiącach pod jego wodzą, kadra zawodziła.
Strzelecka indolencja
Pierwsze towarzyskie porażki w 2000 roku, z Hiszpanią 0:3 oraz Francją 0:1, można było jeszcze "przełknąć", być może wtedy tylko wnikliwych analizatorów i statystyków niepokoił fakt, że reprezentacja Polski nie strzeliła gola już od... 443 minut. Kolejne sparingi ze słabszymi rywalami wcale nie przyniosły jednak przełamania. Polacy najpierw zremisowali bezbramkowo na wyjeździe z Węgrami, a kilka tygodni później taki sam wynik powtórzyli w pojedynku u siebie z Finlandią... Tak oto na koncie mieli już 623 minuty bez bramkowej zdobyczy! Nie miało większego znaczenia to, że 263 minuty blokady nastąpiły jeszcze za czasów Wójcika.
Jerzy Engel i jego wybrańcy spotykali się z coraz większą krytyką, zniecierpliwieni kibice ironizowali, doprawdy nieciekawe perspektywy miała przed sobą drużyna, która niebawem miała zacząć eliminacje do Mistrzostw Świata 2002. Przypomnijmy - rywalami Polaków w grupie były: Norwegia, Ukraina, Białoruś, Walia i Armenia.
Kazik Staszewski: zakończona moja rola
Trener Engel w wywiadach mówił, że potrzebuje w kadrze 25 równorzędnych graczy, zaś wielu kibiców i dziennikarzy słuchało tego przynajmniej z niedowierzaniem. Najlepsze zespoły starego kontynentu szykowały się do finałów Euro w Belgii oraz Holandii, zaś Polacy z utęsknieniem czekali na... gola. Tak drogi kibicu i czytelniku, na strzelenie gola!
Snajperską niemoc dostrzegł nawet popularny muzyk Kazik Staszewski. Piosenka "Cztery pokoje", którą fani mogli usłyszeć wiosną 2000 roku, w krzywym zwierciadle przedstawiała Polskę w tamtym okresie. Ba - niektóre zwroty zachowały aktualność do dziś! Zacytujmy ciekawsze fragmenty utworu:
- Polacy są tak agresywni a to dlatego, że nie ma słońca, nieomal przez siedem miesięcy w roku, a lato nie jest gorące.
- Biurokracja od czasu upadku komuny rozrosła się trzykrotnie, z tą różnicą, że zamiast jednej stanowiska obsadzają cztery partie, czyniące zasadniczo to samo w ramach jednego modelu, tak Władza, korupcja i kłamstwa prowadzą najlepiej do celu.
- A różnica, że jedni mówią, że PRL była "cool" - a drudzy, że nie, i że jedni mówią, że pewno Boga nie ma - a drudzy mówią, że jest. Ale zasadniczo to jest jedna formacja nad wyraz pasożytnicza, takie dwie strony jednej chorągiewki tak tutaj zazwyczaj naliczam.
- Przez siedem lat zbudowano w Polsce 19 kilometrów autostrady. Los Angeles ma 20 a Warszawa ponad 700 radnych.
W ostatniej zwrotce Kazik śpiewa wreszcie: Polscy piłkarze nie strzelili od kilkuset minut gola, to stan na kwiecień 2000 i zakończona moja rola.
Całą piosenkę znajdziecie poniżej:
Piłkarze, trenerzy, kibice, zapewne także Kazik Staszewski, odetchnęli wreszcie z ulgą 4 czerwca, kiedy Biało-Czerwoni zdobyli długo wyczekiwaną bramkę. Szkoda jedynie, że tak niewielu naszych fanów widziało ją na żywo. W szwajcarskiej Lozannie zmierzyliśmy się towarzysko z Holendrami, współgospodarzami finałów Mistrzostw Europy, które miały zacząć się za kilka dni.
Kryszałowicz przełamał niemoc!
W 29 minucie kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Frank de Boer. Jerzy Dudek w polskiej bramce skapitulował, stare demony znów powróciły. W 38 minucie stało się jednak to, na co czekaliśmy niemalże dziesięć miesięcy - nasi reprezentanci wreszcie trafili do bramki przeciwnika! Strzał Tomasza Rząsy sparował wprawdzie słynny Edwin van der Saar, futbolówkę do siatki dobił jednak Paweł Kryszałowicz, wtedy as Amiki Wronki. W reprezentacji zadebiutował w październiku'99, w niesławnym meczu ze Szwedami, ostatnim za kadencji Wójcika. Pierwszego gola w biało-czerwonych barwach uzyskał właśnie w Lozannie.
Uprzedzając fakty - od tamtego momentu Kryszałowicz stał się jednym z filarów kadry Engela, łącznie w pierwszej reprezentacji rozegrał 33 mecze, strzelił 10 goli. Swego czasu wspominaliśmy nawet wspólnie jego celne trafienie w meczu z USA w koreańskim mundialu. Link do tego wywiadu znajdziecie tutaj: Paweł Kryszałowicz 20 lat po meczu z USA: zaskoczyliśmy ich na początku. Zdobyć bramkę na mundialu to niesamowita sprawa!
661 minut bez strzelonego gola
Wracając do meczu Holandia - Polska w Lozannie - ostatecznie van der Saar skapitulował tylko raz. Po przerwie Oranje udowodnili swoją wyższość, po dwóch golach gwiazdora europejskich i światowych boisk - Patricka Kluiverta. Mimo porażki 1:3 Polacy mogli w pewnym sensie odetchnąć z ulgą, bo kibice, dziennikarze (i niektórzy muzycy) nie musieli już liczyć im czasu bez strzelonego gola.
Dla porządku - ta niemoc wyniosła dokładnie 661 minut! Co ciekawe - za kadencji Engela jednym z filarów reprezentacyjnej obrony był Hajto - ten sam, który zdobył dla Polski ostatniego gola w latach 90.
Poniżej skrót meczu Holandia - Polska w Lozannie.
Czas na... Olisadebe
Jedna jaskółka w postaci gola Kryszałowicza wiosny jednak nie czyniła. Jerzy Engel, szukając antidotum na brak skuteczności kadry, zdecydował się na iście nowatorskie - jak na ówczesne realia - rozwiązanie. Postanowił dokoptować do reprezentacji... Nigeryjczyka Emmanuela Olisadebe. Wiele osób z piłkarskiego środowiska było w mocnym szoku, słysząc o tym pomyśle! Temat wywołał kontrowersje i dyskusje, ale fakt faktem, procedura nadania polskiego obywatelstwa Afrykańczykowi przyspieszyła i już w sierpniowym meczu towarzyskim z Rumunią na wyjeździe zaczął spłacać kredyt zaufania. Strzelił gola, Polacy zremisowali 1:1.
Kilkanaście dni później Olisadebe dwa razy trafił do siatki w meczu eliminacyjnym z Ukrainą w Kijowie. Wygraliśmy 3:1 i tak zaczęliśmy swój marsz do finałów mundialu. O tym jednak napiszę już przy innej okazji.
POLECAM:
- Marcin Żewłakow o meczu Polska - Norwegia 1 września 2001: wiedzieliśmy, że czeka nas bitwa i zwieńczyliśmy dzieło
- Polska - Norwegia 3:0. Tak biało-czerwoni przełamali klątwę Bońka i Piechniczka!
- Na biało-czerwonym szlaku, część 9: Razem z Kazikiem liczę minuty bez gola. Kijów na dobry początek. Narodził się Kałużny, narodziła się drużyna. 1 września złapały mnie drgawki!
Komentarze
Prześlij komentarz