Przejdź do głównej zawartości

Mołdawia - Polska 3:2. Czas, aby to najzdolniejsze pokolenie wzięło się do roboty (KOMENTARZ)

PIŁKA NOŻNA. Jeśli nie Fernando Santos to kto następny? Pep Guardiola? Po porażce Polaków z Mołdawią 2:3 w eliminacjach do Mistrzostw Europy lista potencjalnych zbawicieli naszej kadry kurczy się coraz bardziej. Może to jednak idealna pora uświadomić samym reprezentantom, że najwyższy czas wziąć się ostro do pracy i nie robić sobie oraz nam - kibicom - coraz większego wstydu. 
O ten puchar powalczą finaliści Euro 2024 w Niemczech. Czy wśród nich będą Polacy? Istnieją obawy, że z taką grą możemy o tej imprezie zapomnieć... Fot. UEFA/Getty Images
 
 
Gdzieś tak od czasów Euro 2012 słyszymy co pewien czas z ust różnych ekspertów, że oto mamy jedno z najzdolniejszych pokoleń piłkarzy w reprezentacji od wielu lat. Po mundialu w Katarze owa generacja już trochę się uszczupliła, bo nowy selekcjoner przestał powoływać Kamilów Glika i Grosickiego oraz Grzegorza Krychowiaka. Jakub Błaszczykowski zagrał kilkanaście minut w towarzyskiej potyczce przeciwko Niemcom, ale był to tylko występ symboliczny, pożegnalny. Łukasz Piszczek nie znalazł się w obecnej kadrze nawet jako asystent selekcjonera. 

Kompromitacja w Mołdawii na własne życzenie

Właściwie ze "starej" gwardii zostali tylko Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny, Bartosz Bereszyński, Jakub Bednarek i Piotr Zieliński. Niby w teorii trzon jest mocny, Fernando Santosowi nie pozostaje nic innego, jak tylko dobierać "młodych wilków" i budować kadrę na Euro 2024 w Niemczech. Wszak - też tylko w teorii -  awansować z grupy, w której mamy Czechów, Albanię, Mołdawię i Wyspy Owcze, wydaje się być jedynie miłą formalnością, obowiązkiem, jak zwał tak zwał. 

Wszystko to właśnie teoria, ja nadal czekam, aż to najzdolniejsze pokolenie polskiej piłki ostatnich dekad pokaże wreszcie na co je stać, bo ileż można odcinać kupony od ćwierćfinału na Euro 2016. Gdybyśmy we wtorek wygrali z Mołdawią, nawet w przeciętnym stylu, pewnie uznalibyśmy, że to taki mecz, w którym nieważny jest styl, grunt, żeby wywieźć komplet punktów z trudnego terenu. Stało się jednak inaczej, prowadząc 2:0 do przerwy ostatecznie przegraliśmy 2:3. Doszło do kompromitacji na własne życzenie. Nasi piłkarze dostali nauczkę, tak samo jak wszyscy ci eksperci (na czele z Mateuszem Borkiem), którzy trochę w lekceważącym tonie wypowiadali się na temat mołdawskiego futbolu. Dwa miesiące temu ostrzegałem tymczasem, że Boisko to nie papier, Mołdawia przed nami nie uklęknie

Najwięcej dyskusji o selekcjonerach

Nie, nie mam satysfakcji, że "wyszło na moje". Wśród kibiców i w mediach zapanowała burza, w środę prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Cezary Kulesza spotkał się z selekcjonerem Fernando Santosem. Pojawiły się domysły "co to będzie, co to będzie". Prezes całe spotkanie opisał na Twitterze.
Ta ciężka sytuacja to przedostatnie miejsce w grupie z trzema punktami na koncie. Jeśli Kulesza i Santos wierzą w awans, to bardzo dobrze. Jeszcze bardziej pożądane byłoby, aby do roboty wzięli się sami piłkarze i swoją moc pokazali na boisku. 
Od wielu już lat najwięcej dyskutuje się u nas o selekcjonerach. Kto za kogo, z kim negocjował jeden czy drugi prezes PZPN, jakie nowe nazwiska pojawiają się na giełdzie? Trenerskie sławy elektryzują, wzbudzają emocje, media ścigają się w wymyślaniu nagłówków i tytułów, że teraz to już na pewno wiadomo (albo prawie wiadomo) kto będzie nowym selekcjonerem. 
Pojawiają się oczywiście pytania, czy znajdzie sposób na to, aby kadra grała ofensywnie, skutecznie i pewnie w obronie i czy na przykład znajdzie wspólny język z Robertem Lewandowskim. Biada bowiem temu selekcjonerowi, kiedy "Lewy" zapytany o taktykę w wywiadzie pomeczowym będzie milczał przez osiem sekund albo co gorsza na jego twarzy pojawi się grymas. Taki, na podstawie którego media od razu wywnioskują, że losy danego szkoleniowca są policzone. 

Kto nas zbawi? Może Guardiola?

Atmosfera wokół naszej reprezentacji od dłuższego już czasu przypomina właśnie taki jazgot. Co to będzie, jak selekcjonerem zostanie ten czy inny? Czy dotrze do piłkarzy i sprawi na przykład, że Piotr Zieliński, czołowy zawodnik włoskiego Napoli, choć już jest dorosłym i dojrzałym facetem, po latach wreszcie ocknie się, przebudzi i rozegra mecz życia w kadrze. Czasem odnoszę wrażenie, że kolejni selekcjonerzy naszej reprezentacji potrzebni są chyba po to, aby prowadzić owo najzdolniejsze pokolenie za rękę po salonach europejskiego i światowego futbolu, bo sama drużyna sprawia wrażenie, jakby stanie w przedsionku tych salonów zupełnie jej wystarczyło. Z nielicznymi wyjątkami oczywiście. 
Najłatwiej w naszej sytuacji zwolnić selekcjonera, szukać wśród medialnego szumu następcy z głośnym nazwiskiem. Bawmy się więc i szukajmy! Jeśli za kilka miesięcy nie sędziwy już Santos to może... Pep Guardiola? Kto ma jeszcze zbawić polską piłkę? Gerard czy może jednak Szewczenko? Papszun czy Urban?
Polscy trenerzy zbyt zachowawczy i bez autorytetu wśród naszych "gwiazd", zagraniczni z sukcesami, ale nie rozumiejący naszej mentalności i biada im, jeśli nam wytkną jakieś błędy i zaczną pouczać, oj biada. Zaraz im pokażemy drogę do domu! Kto więc nas popchnie do tych sukcesów, odblokuje Zielińskiego, sprawi, że "Lewy" znów stanie się kapitanem i egzekutorem z prawdziwego zdarzenia? Lista kandydatów będzie się kurczyć. 

Dzieci we mgle

Odblokować powinni się tymczasem sami nasi reprezentanci. Tak, ci z sukcesami w swoich klubach zagranicznych i te młode wilki. Selekcjoner jest w całej układance ważny, ale na Boga - po boisku biegają ONI. Ludzie zarabiający duże pieniądze, świadomi o co chodzi w futbolu, którzy - wydawać by się mogło - z niejednego pieca chleb jedli. Ludzie mający dziś dostęp do mediów społecznościowych, różnych materiałów na temat futbolu, światowcy walczący w ligach czy pucharach z innymi sławami. Ludzie, którzy już nie muszą toczyć bojów z działaczami o sprzęt jak ich poprzednicy przed 30 laty. Ludzie, którzy powinni wreszcie wiedzieć, że prowadzenie 2:0 do przerwy nie daje z automatu zwycięstwa i nie wolno luzować szeregów tylko dlatego, że Mołdawia wydaje się być już słaba i pozbawiona woli walki. 
Jak to się dzieje, że te tuzy z europejskich boisk, zebrane w jedną grupę, ubrane w biało-czerwone trykoty, tracą nagle animusz prowadząc 2:0 w Mołdawii albo dają się zaskoczyć Czechom w pierwszych dwóch minutach i wychodzą na boisko zagubione jak dzieci? To błądząc w tej mgle chcą jechać na Euro?
Wygrana w towarzyskiej potyczce z Niemcami 1:0 chyba mocno uśpiła nastroje kadrowiczów. Gospodarze w Kiszyniowie przypomnieli tymczasem Polakom starą, wyświechtaną prawdę, że nie wolno lekceważyć nikogo i meczu nie wygra się "na stojąco". Tyle, że takie prawdy to w głowie mogą sobie układać juniorzy. Reprezentanci kraju i zarazem przedstawiciele "najzdolniejszego pokolenia od lat" tę wiedzę powinni już dawno sobie przyswoić. Chyba, że potrzebują kolejnego selekcjonera, który będzie im takie różne zasady przypominał. Pocieszy, przytuli, a w razie czego weźmie na siebie cięgi i krytykę mediów czy kibiców. Do czasu aż prezes Kulesza nie ruszy w świat (albo teraz tylko w Polskę) szukać jego następcy. Wtedy zaczniemy zabawę od początku... 
PIOTR STAŃCZAK 

POLECAM: 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne gwiazdy futbolu uświetnią 100-lecie Klubu Sportowego Warka. Będzie wielka feta

PIŁKA NOŻNA. Klub Sportowy Warka obchodzi 100-lecie istnienia. Wielka impreza jubileuszowa odbędzie się w sobotę 24 czerwca. Wśród uczestników jest Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. Jej mecz z oldbojami Warki komentować będzie Dariusz Szpakowski. 

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Polska - San Marino 1:0. Zamiast pogromu był wstyd! Bacciocchi: to my po meczu dawaliśmy autografy

PIŁKA NOŻNA. 28 kwietnia minie dokładnie 30 lat od sławetnego meczu Polska - San Marino w eliminacjach do Mistrzostw Świata w USA. Tamto spotkanie, które biało-czerwoni wygrali 1:0 pokazało, że żadnego przeciwnika nie wolno lekceważyć przed pierwszym gwizdkiem. Choć brzmi banalnie, to nasi piłkarze boleśnie o tym się przekonali...