Polecane

24 marca 2026

Jak z biurowca razem z Kazimierzem Przybysiem przeniosłem się do... Monterrey i Guadalajary!

PIŁKA NOŻNA. Kazimierz Przybyś był jednym z "młodych wilków", które w 1985 roku zasiliły reprezentację Polski. Czterdzieści lat temu wystąpił w meksykańskim mundialu, między innymi u boku Jana Urbana, obecnego selekcjonera naszej kadry, który walczy ze swymi podopiecznymi o awans do amerykańskich mistrzostw. 
Kazimierz Przybyś w studiu Radia Rekord w Radomiu. Czytaj też na www.cozadzien.pl. Foto Piotr Stańczak. 

Wyjątkowy wywiad z Przybysiem

Z Kazimierzem Przybysiem spotykam się w jego rodzinnym Radomiu. Wychowanek tamtejszej Broni, później piłkarz Śląska Wrocław i Widzewa Łódź, skorzystał z zaproszenia Radia Rekord. Na antenie rozmawialiśmy o jego karierze, Janie Urbanie jako piłkarzu i trenerze, mundialu w Meksyku przed czterdziestoma laty i oczywiście o tym, co czeka Biało-Czerwonych w czwartek 26 marca na PGE Narodowym w Warszawie. Przypomnijmy, Polska podejmie Albanię w półfinale barażu o awans do mistrzostw, początek meczu o godzinie 20.45. Jeśli pokona bałkańskiego rywala, 31 marca zmierzy się na wyjeździe z Ukrainą (w hiszpańskiej Walencji) lub Szwecją (w Solnej). 

Poczułem się jak w... Meksyku!

Lubię takie spotkania, rozmowy z dawnymi piłkarzami. Jest środek dnia, wychodzimy ze studia nagrań przy Okulickiego w Radomiu, rozmawiamy jeszcze na korytarzu. Kazimierz Przybyś dziś ma 66 lat, jak sam przyznaje, właśnie zaczął cieszyć się zasłużoną emeryturą (nie piłkarską lecz zawodową), myśli o tym, aby zacząć podróżować z żoną, może nadrobić cały ten czas, który poświęcał na mecze, treningi, zgrupowania, wyjazdy, potem na prowadzenie swojej firmy. 

Mijają minuty a Przybyś - niegdyś waleczny obrońca, dziś stateczny pan - pomaga mi przenieść się o czterdzieści lat wstecz do Meksyku, na stadiony w Monterrey i Guadalajarze. To właśnie tam Polacy rywalizowali w mundialu, w grupie zremisowali z Maroko 0:0, pokonali Portugalię 1:0, przegrali z Anglią 0:3 po trzech golach Gary'ego Linekera i w 1/8 finału ulegli Brazylii 0:4. Co potem - pamiętamy, szesnaście lat przerwy w występach w mundialu i bezskuteczne próby awansu do finałów Mistrzostw Europy. 

Careca, Lineker, Smolarek...

W biurowcu ruch, jedni wchodzą, drudzy go opuszczają, a my czujemy się jak w tym upalnym Meksyku, gdzie Polacy musieli walczyć nie tylko z przeciwnikami, ale i upałem czy dużą wilgotnością powietrza. Kazimierz Przybyś pokazuje raz jeszcze, jak Brazylijczyk Careca starł się w naszym polu karnym z Ryszardem Tarasiewiczem i niemiecki sędzia Volker Roth podyktował wątpliwego karnego dla "Canarinhos". Tego na gola zmienił słynny, nieżyjący już Socrates. Analizujemy różne akcje, detale, przecież przy stanie 0:0 w słupek trafił "Taraś", potężną bombą w poprzeczkę popisał się Jan Karaś

Takich wywiadów nie robi się w żadnym studiu czy na konferencji prasowej i w żadnej strefie mieszanej. Przeżywamy te chwile choć ja Meksyk'86 znam tylko z telewizji. Kiedy odbywały się te mistrzostwa miałem sześć lat i jak przez mgłę pamiętam tylko gola Włodzimierza Smolarka w meczu z Portugalią. Może nie było to piękne trafienie, ale jakże w stylu tego napastnika, który uderzał z trudnych pozycji, nigdy nie odpuszczał i był zmorą wielu obrońców. Dzięki Przybysiowi czuję się, jakbym też tam walczył albo przynajmniej oglądał te zmagania z trybun w gorącym Monterrey. 

Omawiamy detale, jak to się stało, że Brazylijczyk Julcimar strzelił nam gola z piekielnie ostrego kąta, niemal z linii końcowej. Zastanawiamy się, czy może kilka dni wcześniej, w meczu z Anglią w grupie trener Antoni Piechniczek nie powinien inaczej ustawić defensywy (na przykład wpuścić na boisko Władysława Żmudę zamiast Stefana Majewskiego, który był w wyraźnie słabszej formie niż cztery lata wcześniej na mundialu w Hiszpanii). Niestety, Lineker wykorzystywał najmniejsze potknięcia... 

Skrót meczu Brazylia - Polska (4:0) w mundialu w Meksyku w 1986 roku. 

... i Beenhakker

Kazimierz Przybyś w Meksyku rozegrał jedną połowę przeciwko Marokańczykom i 60 minut z Brazylią. W tym drugim spotkaniu w Guadalajarze zmienił go nieżyjący już Jan Furtok. Piechniczek jeszcze próbował ożywić ofensywę, widząc, że szansa zaczyna wymykać się spod kontroli, brazylijscy kibice szaleją coraz bardziej, samba trwa, zaś Polaków dopinguje jedynie garstka Polonusów. Przybyś zaznacza, że najgorzej jeśli w meczu rywal pokroju Brazylii złapie rytm i wiatr w żagle. Wtedy już naprawdę trudno go zatrzymać... 

Ech, tych wspomnień jest mnóstwo - legenda radomskiej piłki wspomina słynnych Belgów, na czele z rosłym Janem Coulemansem. Walczyliśmy z nimi o awans do mundialu w Meksyku. Wyprzedziliśmy "Czerwonych diabłów" w eliminacyjnej grupie, oni zakwalifikowali się później w barażu, pokonując Holandię, którą prowadził Leo Beenhakker. Co się stało? Na meksykańskich boiskach to Belgowie zakwalifikowali się do czołowej czwórki mistrzostw, Polska zakończyła rywalizację w 1/8 finału. 

Wracając do Beenhakkera - obaj mamy to samo zdanie, że chlubnie zapisał się w dziejach naszej piłki. Wszak to za jego kadencji reprezentacja po raz pierwszy awansowała do finałów Mistrzostw Europy. Jednym z bohaterów tamtej kadry był Euzebiusz Smolarek, syn Włodzimierza, z którym radomianin występował w kadrze w latach 80. 

Świeża krew w kadrze Piechniczka

Tak sobie na tym korytarzu przy Okulickiego w Radomiu rozważamy z Kazimierzem Przybysiem, że "młode wilki" jak właśnie on, Urban, Tarasiewicz, Dariusz Dziekanowski, Jan Furtok weszły do reprezentacji w 1985 roku, jako świeża krew, pomogły wywalczyć awans, choć nadzieje wśród niektórych kibiców i działaczy były coraz mniejsze. 

Po mistrzostwach w Hiszpanii w 1982 roku, gdzie zajęliśmy trzecie miejsce, polską kadrę czekała zmiana pokoleniowa, Piechniczek musiał ją przeprowadzić, aczkolwiek w niektórych przypadkach musiała mu w tym pomagać "prasa". To między innymi część ówczesnych mediów domagała się, aby dał szansę Przybysiowi, który rozwinął się w Śląsku Wrocław i potem poradził sobie w Widzewie Łódź - klubie, w którym tylko zawodnicy z pewnymi cechami charakteru mogą stać się silnymi punktami. 

Pożegnanie z Holandią

Ubolewamy gdzieś nad tym, iż świętej pamięci trener Wojciech Łazarek, jako następca Piechniczka, nie potrafił utrzymać trzonu tamtego zespołu, część naszych gwiazd za jego kadencji zrezygnowała z gry w kadrze, choć miały one raptem po około 30 lat i mogły kontynuować kariery, będąc oparciem dla młodszych reprezentantów. Cóż, stało się inaczej, to se ne vrati, jak mówią Czesi... Mój rozmówca po raz ostatni wystąpił w Biało-Czerwonych barwach w 1987 roku, przeciwko Holandii (0:2) w eliminacjach do Euro'88. Tej Holandii z Marco van Bastenem, Ruudem Gulitem, Ronaldem Koemanem czy Hansem van Breukuelenem, późniejszemu mistrzowi Europy.  

Materiał po spotkaniu z Kazimierzem Przybysiem znajdziecie tutaj, na portalu CoZaDzień
Często tak jest, że rozmowy na antenie są fajne, ale jeszcze bardziej nabierają tempa za kulisami! 

POLECAM: 

Dawni koledzy z boiska składają życzenia Romanowi Koseckiemu. Realizacja Piotr Stańczak. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz