Przejdź do głównej zawartości

Kazachstan - Polska 0:1. Zgrzyt między Lewandowskim i Beenhakkerem. Smolarek junior zadaje pierwszy cios

7 października 2006 roku. Reprezentacja Polski odniosła pierwsze zwycięstwo pod wodzą Holendra Leo Beenhakkera. Właśnie w Ałmatach w dalekim Kazachstanie biało-czerwoni zaczęli marsz w kierunku finałów Euro 2008. Zwycięstwo 1:0 tak naprawdę było przedsmakiem tego, co działo się cztery dni później na Stadionie Śląskim w Chorzowie.
 
Po nieudanym występie w finałach mundialu w Niemczech polska kadra potrzebowała nowego impulsu. Na selekcjonerskim stołku Pawła Janasa zastąpił słynny holenderski szkoleniowiec Leo Beenhakker. On także wystąpił w mistrzostwach świata jako trener, tyle, że egzotycznej ekipy Trynidadu i Tobago. Szybko też przekonał się, że nad Wisłą są całkiem inne futbolowe realia i musiał wcielić się w rolę chirurga, który naprędce leczył ranę krwawiącą jeszcze po niemieckim turnieju. Leo na początku swojej pracy w Polsce nie omieszkał wytykać naszemu piłkarstwu różnych mankamentów, wygłosił ten słynny apel o tym, abyśmy "wyszli z drewnianych chatek", co oznaczało naukę nowoczesnego futbolu, a nie trzymania się standardów rodem z lat 70. czy 80. Oczywiście nie wszystkim nam się spodobał się pouczający ton Holendra, a szczególnie uraził chyba trenerską starszyznę. 
 
Słowa słowami, ale wyniki pierwszych spotkań biało-czerwonych pod wodzą Beenhakkera wcale go nie broniły. Porażkę w towarzyskim meczu z Danią 0:2 na wyjeździe można jeszcze było przeboleć, ale inauguracja eliminacji do Mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii w wykonaniu naszej jedenastki rzuciła nas na kolana i to bynajmniej nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Na stadionie imienia Zdzisława Krzyszkowiaka w Bydgoszczy przegraliśmy z Finlandią 1:3 (0:0). Fakt, w tamtych latach ci Skandynawowie nie byli już chłopcami do bicia i w składzie mieli gwiazdę światowego formatu - Jarego Litmanena (wówczas strzelił nam dwa gole). Mimo wszystko taka porażka na rozpoczęcie kwalifikacji do Euro była wielkim wstydem. Wynik wynikiem, ale styl był fatalny. Gdyby nie ładny gol Łukasza Garguły w ostatnich sekundach spotkania, przegralibyśmy 0:3. To trafienie najwyżej trochę przypudrowało skorupę wstydu. Tak na Leo jak też jego wybrańców posypały się gromy, jak najbardziej zresztą zasłużone. Nastrojów nie poprawił nawet remis z Serbią 1:1 u siebie w kolejnym spotkaniu o punkty. Po dwóch meczach u siebie mieliśmy jeden punkt na koncie i wybitnie nie było się z czego cieszyć. 

Tak naprawdę wyprawa na trzeci mecz do Kazachstanu też była wielką niewiadomą. Rywal jawił nam się egzotycznie, zaś w tej części świata w przeszłości nasza reprezentacja też zwykle nie zaliczała spacerków lekkich, łatwych i przyjemnych. O meczu 7 października 2007 roku w Ałmatach dziś tak naprawdę niewiele osób pamięta, być może z tego względu, że raptem cztery dni później reprezentacja rozegrała słynny pojedynek przeciwko Portugalii w Chorzowie. Nim jednak doszło do tamtej victorii, reprezentacja musiała swoje wycierpieć w Kazachstanie. Nastąpił też zgrzyt na linii Mariusz Lewandowski - Leo Beenhakker. Ówczesny zawodnik Szachtara Donieck a dziś trener Radomiaka Radom, w 30 minucie dostał sygnał do zmiany, przy linii bocznej do wejścia na boisko już szykował się Przemysław Kaźmierczak. Lewandowski, zdenerwowany faktem, że już ma udać się do szatni, schodząc z boiska nie podał ręki ani swemu zmiennikowi, ani Holendrowi. Kiedy ostatnio rozmawiałem z byłym pomocnikiem naszej kadry, w wywiadzie dla "Echa Dnia" wspominał: - W 30 minucie trener zdecydował się zdjąć mnie z boiska, nie zachowałem się dobrze, targały mną emocje, nie podałem ręki selekcjonerowi. Później przeprosiłem, to było niewłaściwe zachowanie. Wszystko sobie z Beenhakkerem wyjaśniliśmy - opowiadał Lewandowski. 
 
Dała tu o sobie znać mądrość (piłkarska, ale chyba przede wszystkim życiowa i wychowawcza) słynnego szkoleniowca. Po takim incydencie mógł, jak to się w mówi w żargonie piłkarskim, odstrzelić krnąbrnego zawodnika, ale nie uczynił tego. Obdarzył go zaufaniem, zaś ten odwdzięczył się w kolejnych meczach. Długo nie trzeba było zresztą na to czekać, raptem cztery dni do meczu z Portugalią. Jaką rolę spełnił wychowanek Zagłębia Lubin w tamtym pojedynku w Chorzowie - opowiem następnym razem. Cały ten incydent w 30 minucie meczu w Ałmatach możecie zobaczyć na filmie poniżej. 
 

 
Męczarnie biało-czerwonych z Kazachami przerwał w 52 minucie Euzebiusz Smolarek, który popisał się celnym uderzeniem z 17 metrów, posłał piłkę w lewy róg, tuż przy słupku. "Ebi" zadał pierwszy cios w tamtych eliminacjach, potem dał się we znaki następnym rywalom, ale o tym też wkrótce. Więcej goli wówczas w Ałmatach już nie zdobyliśmy, cel jednak został wykonany. Polacy odnieśli pierwsze zwycięstwo w eliminacjach, nie wypadliśmy więc z gry na samym początku eliminacji. Bywają takie spotkania, które trzeba po prostu wygrać, o stylu czym prędzej zapominając. To był właśnie tego typu pojedynek. Biało-czerwoni złapali oddech, musieli się pozbierać do kupy. Portugalia już bowiem stała w blokach startowych. 
 
Moje osobiste wspomnienie po meczu z Kazachami było takie: planowałem wybrać się na Stadion Śląski na spotkanie z Portugalią, ale jakoś zwlekałem z kupnem biletu, czekając podświadomie na rozstrzygnięcie z Ałmatów. Miałem wątpliwości po wcześniejszych potyczkach z Finami oraz Serbami, czy taka wyprawa do Chorzowa jest grą wartą świeczki... Po wygranej nad Kazachami zadzwoniłem do kuzynki, mieszkającej w Katowicach. - Kasia, kiedy będziesz jutro z małym (moim chrześniakiem Karolem) na spacerze w parku, kup mi proszę bilet na mecz z Portugalią w stadionowej kasie, potem się rozliczymy - oznajmiłem. Dopiero cztery dni później okazało się, że wygrałem los na loterii i dzięki tej decyzji przeżyłem potem coś, co przeszło do historii polskiego futbolu, a mnie zachowa się w pamięci do ostatnich chwil życia!
Ciąg dalszy nastąpi. 
PIOTR STAŃCZAK 
 
 
POLECAM: 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Euro 2024. Pierwszy trener Kacpra Urbańskiego zapewnia: jeszcze będzie o nim głośno! (WIDEO)

PIŁKA NOŻNA. Przed nami finały Mistrzostw Europy 2024 w Niemczech. W kadrze reprezentacji Polski znalazł się niespełna 20-letni Kacper Urbański, wychowanek Lechii Gdańsk, obecnie zawodnik włoskiego klubu FC Bologna. Młodego piłkarza wspomina jego pierwszy trener - Grzegorz Grzegorczyk z Akademii Piłkarskiej Lechii Gdańsk. 

Ryszard Staniek ciężko chory! Medalista olimpijski z Barcelony potrzebuje pomocy

PIŁKA NOŻNA. Ryszard Staniek, były piłkarz reprezentacji Polski oraz m.in. Górnika Zabrze i Legii Warszawa, uczestnik Ligi Mistrzów, jest ciężko chory. Ruszyła zbiórka pieniędzy na jego leczenie, rehabilitację oraz zakup samochodu. Liczy się każda złotówka!