Przejdź do głównej zawartości

Tomasz Kłos o meczu Polska - Włochy: oszukałem Nestę, trafiłem do siatki. Duma była wielka!

PIŁKA NOŻNA. 12 listopada minęło dwadzieścia lat od towarzyskiego meczu Polska - Włochy w Warszawie. "Biało-czerwoni" pokusili się o dużą niespodziankę i pokonali Squadrę Azzurę 3:1! Jedną z bramek zdobył wówczas obrońca Tomasz Kłos. Jak wspomina tamto spotkanie? 
Tomasz Kłos (z lewej) z Portugalczykiem Maniche w meczu oldbojów w 2022 roku na stadionie PGE Narodowym. Fot. Piotr Stańczak
 
 
Mecz odbył się na starym stadionie Legii Warszawa przy ulicy Łazienkowskiej. Polacy na początku zaskoczyli Włochów, w 6 minucie objęli prowadzenie po kapitalnym uderzeniu Jacka Bąka, natomiast w siedemnastej na 2:0 podwyższył Tomasz Kłos, który wykorzystał dośrodkowanie Jacka Krzynówka z rzutu wolnego i strzałem głową pokonał Francesco Toldo! Włosi szybko poderwali się do ataku i już w 19 minucie zmniejszyli straty, bramkę uzyskał Antonio Cassano, który wtedy dopiero zaczynał swoją karierę w reprezentacji Italii. 
 
Mecz długo trzymał w napięciu, aż w 84 minucie rywali dobił Jacek Krzynówek, trafiając na 3:1! Mimo, że była to potyczka towarzyska, to jednak dostarczyła ogromnej radości samym piłkarzom i kibicom. W 1985 roku Polska pokonała Włochy 1:0 w eliminacjach do mundialu w Meksyku i właściwie przez kolejne 18 lat czekaliśmy, aż pierwsza reprezentacja "biało-czerwonych" pokona rywala z prawdziwego światowego topu! Traf chciał, że ponownie byli to Włosi. 

W latach 90. minionego stulecia konfrontacji Polski z Italią nie było wiele. W 1997 roku, w eliminacjach do mundialu we Francji nasza reprezentacja spotkała się ze Squadrą Azzurą dwukrotnie. Na Stadionie Śląskim w Chorzowie padł remis 0:0, w rewanżu w Neapolu Polacy przegrali 0:3. Lepsze wspomnienia z batalii przeciwko Włochom w tamtej dekadzie mieli natomiast ówcześni młodzieżowcy. W 1992 roku, na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie nasza reprezentacja rozbiła Italię 3:0, natomiast rok później kadra Polski do lat 16 ograła włoskich rówieśników 1:0 w finale Mistrzostw Europy w Turcji. 

W 2003 roku Włosi byli aktualnymi wówczas wicemistrzami Europy, zaś trzy lata później, na niemieckich boiskach wywalczyli mistrzostwo świata pokonując po rzutach karnych Francję (co ciekawe z tą reprezentacją w 2000 roku przegrali 1:2 w finale Euro w Belgii i Holandii). Do Warszawy przyjechała ekipa wielkich gwiazd. Jak wspomina je 50-letni obecnie Tomasz Kłos, były obrońca m.in. Boruty Zgierz, ŁKS Łódź, Wisły Kraków czy niemieckich klubów FC Kaiserslautern, FC Koeln oraz francuskiego AJ Auxerre? Dziś udziela się m.in. jako ekspert w różnych stacjach telewizyjnych czy kanałach sportowych.

Choć od starcia z Włochami minęło 20 lat i był to tylko mecz towarzyski, śmiało może pan powiedzieć, że takich konfrontacji jednak się nie zapomina. 
Tomasz Kłos: - To było na pewno wspaniałe przeżycie walczyć z takimi piłkarzami jak Christian Vieri, Alessandro Nesta, Antonio Cassano, Francesco Toldo i jeszcze wieloma innymi. Nie potrzebowaliśmy dodatkowej motywacji przed tym meczem, wystarczył sam fakt rywalizacji z takimi gwiazdami. My stanowiliśmy wtedy siłę jako drużyna i byliśmy skuteczniejsi. 
Pan też wpisał się na listę strzelców, podwyższając wynik na 2:0. Jak pan zapamiętał tę sytuację? 
Tomasz Kłos: - Jeden z Włochów sfaulował Kamila Kosowskiego na prawej stronie boiska. Mieliśmy rzut wolny, w pole karne rywali dośrodkował piłkę Jacek Krzynówek, skierował ją na tak zwany krótki słupek. Ja walczyłem wtedy bezpośrednio z Nestą, uciekłem mu i celnie uderzyłem głową! Cóż mogę powiedzieć, jest co wspominać. 
Warto zresztą podkreślić, że fantastyczny doping zafundowali nam kibice. Na starym stadionie Legii, choć na trybunach mieściło się najwyżej 10 tysięcy kibiców, zawsze panowała świetna atmosfera, mogliśmy liczyć na mocny doping. Momentami czuliśmy ciarki na ciele! 
Kogoś z Włochów zapamiętał pan szczególnie z tego meczu? 
Tomasz Kłos: - Na pewno Vieriego, wtedy gwiazdę Interu Mediolan. Zapamiętałem Antonio Cassano, który wtedy zaczynał grę w pierwszej reprezentacji Włoch, strzelił nam zresztą bramkę. Kogo jeszcze? Choćby Gennaro Gattuso, Christiana Panucciego, wspomnianego Nestę. Oni dawali wiele zarówno kadrze jak i swoim ówczesnym klubom. Byli podporą reprezentacji, która trzy lata później wywalczyła mistrzostwo świata. 
Mecz z Włochami odbył się już po eliminacjach do Mistrzostw Europy w 2004 roku, do których niestety nie udało się nam zakwalifikować. Zapewne czuliście duży niedosyt, tu wygrywacie z Włochami, czołową ekipą świata, z drugiej strony wiedząc o tym, że na wielki turniej jednak nie pojedziecie... 
Tomasz Kłos: - Cóż, o ten awans walczyliśmy w grupie do samego końca. Myślę, że wpływ na końcowy wynik miał z pewnością mecz z Łotwą w Warszawie, który przegraliśmy 0:1, a to był początek eliminacji. Niestety, porażka na swoim boisku spowodowała, że gdzieś później tych punktów nam zabrakło. Na finiszu eliminacji Łotysze pokonali Szwedów 1:0 i zapewnili sobie udział w barażu o awans do finału. Cóż, wtedy doszło do dużej niespodzianki, dziś wygląda to inaczej. Albańczycy czy Mołdawianie odbierają punkty nam oraz Czechom, ale to aż tak bardzo już nie dziwi. 
 
 
Skrót meczu Polska - Włochy (3:1), który odbył się 12 listopada 2003 roku.
 
 
Gola, jakiego strzelił pan Włochom, ceni pan sobie jakoś szczególnie? 
Tomasz Kłos: - W meczach reprezentacji zdobyłem sześć goli, jak na obrońcę jest to bardzo dobry wynik (Kłos wystąpił w 69 spotkaniach kadry w latach 1998-2006 - przyp. autora). Identycznym w ostatnich latach może pochwalić się tylko Kamil Glik. Powiem tak, cenię sobie każdą bramkę, zdobytą w meczach reprezentacji. Zagrać w koszulce z orzełkiem i wpisać się na listę strzelców - to wielka sprawa. Trzeba przy tym zaznaczyć, że obrońca zawsze ma tych sytuacji mniej. Faktem jest jednak, że zdobycie gola w pojedynku z takim rywalem jak Włochy, smakuje szczególnie. Duma jest jeszcze większa, tym bardziej, że krył mnie wtedy Nesta, jeden z najlepszych wówczas obrońców na świecie. 
Nie sposób nie zapytać o obecną reprezentację Polski, jak pan ją ocenia (rozmawialiśmy jeszcze przed meczem z Czechami 17 listopada w Warszawie)? 
Tomasz Kłos: - Następuje zmiana pokoleniowa, przychodzą kolejni selekcjonerzy. Myślę, że brakuje tej stabilizacji w drużynie, nie widać chemii między zawodnikami. Starsi piłkarze odchodzą, zastępują ich młodzi, ale i oni muszą pokazywać więcej wartości. 
Niestety, od czasów trenera Adama Nawałki oraz Euro 2016, kiedy dotarliśmy do ćwierćfinału, sytuacja wcale się nie poprawia. O ile wtedy klarowne było, kto i na jakiej pozycji zagra, tak teraz wcale nie jesteśmy pewni, jak będzie wyglądała wyjściowa jedenastka w poszczególnych spotkaniach. 
Michał Probierz szuka, próbuje nowych zawodników, nie ma tej stabilności. Z drugiej strony myślę, że więcej należy oczekiwać też od samych piłkarzy. Selekcjonerzy w ostatnim czasie często się zmieniali a styl gry jaki był, taki jest. Wiadomo, nowy trener powinien mieć wpływ na postawę zespołu, ale jeśli zawodnicy nie dadzą od siebie nic więcej, to obojętnie kto byłby selekcjonerem, nic się nie poprawi... 
Dziękuję za rozmowę. 
 
Protokół meczowy - 12 listopada 2003 roku, Warszawa
POLSKA - WŁOCHY 3:1 (2:1) 
Bramki: 1:0 Jacek Bąk 6 min., 2:0 Tomasz Kłos 16, 2:1 Antonio Cassano 19, 3:1 Jacek Krzynówek 83. 
POLSKA: Dudek - Kłos, Bąk (72. Hajto), Zieliński, Michał Żewłakow (77. Rząsa) - Kosowski (89. Gorawski), Kukiełka, Lewandowski, Krzynówek - Niedzielan (81. Żurawski), Rasiak (87. Saganowski). Trener Paweł Janas.
Włochy: Toldo - Panucci, Nesta, Cannavaro (46. Oddo), Pancaro (46. Materazzi, 89. Ferrari) - Marchionni, Perrotta, Zanetti, Di Vaio (56. Miccoli) - Vieri, Cassano (83. Bazzani). Trener Giovanni Trapattoni.
Sędzia główny: Henning Ovrebo (Norwegia). Widzów: 7000.
 


POLECAM: 

Fragment meczu oldbojów Polska - Portugalia (5:7) w Warszawie w 2022 roku.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dawne piłkarskie gwiazdy zagrają dla chorego Tymusia w Grodzisku Mazowieckim

PIŁKA NOŻNA. Trwa już odliczanie do charytatywnego turnieju na rzecz chorego Tymusia, który odbędzie się 27 stycznia 2024 roku w Grodzisku Mazowieckim koło Warszawy. Wystąpi między innymi Reprezentacja Gwiazd Piłkarzy Polskich. 

Euro 2024. Pierwszy trener Kacpra Urbańskiego zapewnia: jeszcze będzie o nim głośno! (WIDEO)

PIŁKA NOŻNA. Przed nami finały Mistrzostw Europy 2024 w Niemczech. W kadrze reprezentacji Polski znalazł się niespełna 20-letni Kacper Urbański, wychowanek Lechii Gdańsk, obecnie zawodnik włoskiego klubu FC Bologna. Młodego piłkarza wspomina jego pierwszy trener - Grzegorz Grzegorczyk z Akademii Piłkarskiej Lechii Gdańsk. 

Ryszard Staniek ciężko chory! Medalista olimpijski z Barcelony potrzebuje pomocy

PIŁKA NOŻNA. Ryszard Staniek, były piłkarz reprezentacji Polski oraz m.in. Górnika Zabrze i Legii Warszawa, uczestnik Ligi Mistrzów, jest ciężko chory. Ruszyła zbiórka pieniędzy na jego leczenie, rehabilitację oraz zakup samochodu. Liczy się każda złotówka!